Jak podaje "The Herald", przeciętny Szkot musi oszczędzać przez jedenaście lat, aby uzbierać na wymagany wkład własny. Wyliczenie oparte jest na odkładaniu dziesięciu procent z zarobków netto, przy wkładzie w wysokości 21000 funtów i średnim dochodzie rocznym wynoszącym 25350 funtów. W praktyce młodzi ludzie na dorobku zarabiają poniżej średniej, więc jedenaście lat oszczędzania jest optymistycznym scenariuszem. (Jeśli zaciskanie pasa przez taki czas można nazwać optymistycznym)
W Londynie sytuacja wygląda jeszcze gorzej, gdyż kupujący musi mieć co najmniej 56259 funtów, aby otrzymać pożyczkę. Niestety artykuł nie podaje średnich zarobków londyńskich posiłkując się tylko średnią angielską wynoszącą 25900 funtów. Można się spodziewać, że średnia londyńska jest wyższa, ale też kupno domu w Londynie wiąże się z wyższym podatkiem.
Zadziwiająco, ekonomista z banku Halifax zajmujący się kredytami hipotecznymi - Martin Ellis stwierdził, że sytuacja potencjalnych kupujących się poprawiła. Według niego dostępność kredytów dla kupujących pierwszą nieruchomość poprawiła się w ciągu ostatnich trzech lat, kiedy to zaciśnięcie reguł kredytowych zniechęciło potencjalnych nowych kupujących.
Z drugiej strony, sondaż wśród 56 ekonomistów sugeruje, że ceny brytyjskich domów będą powoli spadać w następnym roku. Ciekawe, czy w Londynie również, gdyż na razie opiera się on ogólnonarodowym trendom.