Tym razem z drugiej strony - o angielskim Christmas Party a polskiego punktu widzenia.
Jak twierdzi artykuł: Dla Anglików firmowa gwiazdka to temat rzeka – planuje się ją przez cały rok i wspomina przez kilka miesięcy. Nie jestem przekonany do tego pierwszego - z planowaniem Christmas Party różnie wygląda, ale drugi fakt jest bezsprzeczny - wspomina się je długo, najczęściej przez parę lat. Głównym podanym powodem są bójki lub awantury (statystycznie na co drugiej takiej imprezie), molestowanie seksualne (na co trzeciej) albo wypadek (na co czwartej). Główną przyczynę oczywiście wszyscy znamy - nieograniczony dostęp do alkoholu.
Dlatego też dziwi pierwsze przykazanie: Nie przesadzaj z alkoholem. Jeden drink może Ci pomóc przełamać tremę, ale nigdy nie wiadomo, czy następny nie zaważy na Twojej karierze. które zupełnie przeczy idei Christmas Party. Jest to praktycznie jedyny moment, kiedy można pokazać się od tej gorszej strony bez większych konsekwencji. Trochę wygląda to na anglosaskie odreagowanie całego roku, a nietuzinkowe zachowania są rozpamiętywane i komentowane bardzo długo.
Natomiast przykazanie siódme: Nie rozmawiaj o pracy. Ten jeden wieczór w roku wszyscy chcieliby na chwilę o niej zapomnieć. Pohamuj wścibstwo i wylewność. Trenuj sztukę tzw. small talk. jest jak najbardziej prawdziwe. Za rozmowę o pracy można dostać karniaka, a w najgorszym wypadku wyjśc na buca.
Ale wystarczy tego pisania - czas na imprezę! W końcu firma płaci.