Kryzys w Irlandii przyśpiesza decyzje o powrocie. Szczególnie, kiedy się pracowało z swoim zawodzie i odniosło jakieś tam sukcesy. Przecież Polska jest nowym unijnym tygrysem. Nic bardziej mylnego.
Benedykt Bilkiewicz inżynier budownictwa z ponad ośmioma latami doświadczenie w firmach budowlanych w Irlandii wraca do Polski tylko po to, aby się przekonać, że uznanie unijnych kwalifikacji to droga przez mękę. Po rocznej walce z Polską Izbą Inżynierów Budownictwa czasem uda się przepchnąć potwierdzenie papierów, a czasem nie. Oczywiście PIIB zachęca do wzięcia egzaminów, za odpowiednią opłatą.
Andrzej Orczykowski, dyrektor Krajowego Biura PIIB, uznaje, że nie ma żadnego problemu i że nie ma żadnej nieprawidłowości, a już się pojawiło dwudziestu czterech powracających inżynierów. Moim zdaniem, sprawa wygląda trochę inaczej. Przy uznawaniu kwalifikacji (a jednocześnie być-albo-nie-być kandydata) PIIB nie kieruje się jakimikolwiek upublicznionymi kryteriami. Dopiero, gdy ktoś podniesie wrzawę i zatrudni prawnika, PIIB łaskawie po roku potrafi przemyśleć sprawę. Nie wiadomo o co w tym chodzi - czy wysyłanie kogoś na ponowny egzamin to pójście najkrótszą drogą czy celowe uprzykrzenie komuś życia.