Polska turystyka aborcyjna na koszt brytyjskiego podatnika

Artykuł został zamieszczony w The Daily Mail, więc nie należy się spodziewać, że będzie wyważony albo obiektywny. Z drugiej strony, warto czasem się przyjrzeć sytuacji z innego punktu widzenia, nawet jeśli będzie on skrajnie prawicowy.

Wszystko zaczęło się od głośnej akcji grupy Separatystycznych Rewolucyjnych Oddziałów Macicznych (w skrócie SROM), która w Łodzi rozwieszała plakaty reklamujące legalną aborcję w Wielkiej Brytanii. Według SROMu, prościej, bezpieczniej i taniej przeprowadzić legalną aborcję na Wyspach, niż nielegalnie próbować przeprowadzić ją w Polsce. Taniej, gdyż zabieg aborcji w Wielkiej Brytanii jest darmowy i opłacany przez brytyjską kasę chorych (NHS).

Według The Daily Mail akcja ta reklamuje turystykę zdrowotną i oszacowano koszty takiej turystyki na 200 milionów funtów rocznie, które musi pokryć angielski podatnik. Brytyjska służba zdrowia została oskarżona za zbyt swobodne podejście do kontroli przyjęć, które powoduje, że wielu obcokrajowców leczy się w Wielkiej Brytanii za darmo. Przypadek polskiej turystyki aborcyjnej jest tego sztandarowym przykładem. Co prawda artykuł wspomina bardzo restrykcyjne polskie prawo, jako źródło problemu, ale nie zatrzymuje się nad faktem za bardzo. Bardzo możliwe, że jest to grząski grunt dla prawicowej gazety.

Podsumowając, The Daily Mail uważa, że 200 milionów funtów wydanych na leczenie obcokrajowców jest marnotrawieniem pieniędzy. I praktycznie można się z tym zgodzić. Ale cały budżet tylko angielskiej służby zdrowia na rok 2010/2011 wynosi trochę poniżej 110 miliardów funtów, więc 200 milionów to coś około dwóch promili. Wygląda na to, że w całym artykule nie chodzi wcale o pieniądze.

Nota bene, warto zajrzeć do komentarzy pod artykułem - szczególnie na najgorzej oceniane (Worst rated) - znajdą się tam wszystkie opinie, które nie pasują do głównej myśli artykułu. Co tylko świadczy jak bardzo czytelnicy The Daily Mail potrafią akceptować inne poglądy.