Meksyk Europy. Rozmowa o najnowszej emigracji.
Gazeta Wyborcza przeprowadziła rozmowę z panią profesor Krystyną Iglicką, demografem z Centrum Stosunków Międzynarodowych. Oczywiście pojawia się pytanie kto wyjechał - nieudacznicy czy aktywni. Co ciekawe według teorii emigracji, emigrują "pionierzy" czyli dynamiczni, gotowi na wszystko. Ale jest też druga strona medalu - wielu z tych, którzy wyjechali czuli się "wypchnięci" z Polski, gdyż nie było dla nich miejsc pracy. Więc z logicznego punktu widzenia, teoria nie do końca musiała się sprawdzić.
Interesujący jest wątek nadprodukcji humanistów i ogromnego niedopasowania systemu edukacji do rynku pracy. Śmiem twierdzić, że tak samo moglibyśmy mieć nadprodukcję informatyków czy budowlańców. Po prostu miejsc pracy było (jest) za mało i możliwość wyjazdów była wentylem upuszczającym parę z rynku. Tak na marginesie, całkiem też możliwe, że dzięki temu płace w Polsce poszły do góry.
Bardzo celna uwaga pani profesor dotycząca przesłanek politycznych Toniego Blaira stojących za decyzją o otwarciu brytyjskiego rynku pracy dla nowych członków Unii. Może się to wydawać bardzo cyniczne, że Blair dążył do zmiany struktury etnicznej Wielkiej Brytanii, ale z czysto praktycznego brytyjskiego punktu widzenia społeczność brytyjska co raz mniej tolerowała (i co raz mniej toleruje) import pracowników z Azji, a szczególnie z Pakistanu. Co by nie mówić - Polacy są jednak z o wiele bliższego kręgu kulturowego i dzięki czemu nie mają problemów z integracją.
Co do kwestii powrotów to truizmem jest stwierdzenie, że praca fizyczna w magazynach przez parę lat nie jest najlepszym pomysłem na karierę dla licencjata. Taka pułapka istnieje, ale większość licencjatów wydaje się być tego świadoma. Natomiast nie jestem przekonany, że powroty nastąpią po 15-20 latach. Moim zdaniem w przypadku Wysp będą one szybsze, gdyż utrzymanie rodziny i wychowanie dzieci jest po prostu bardzo drogie. Ostatnie statystyki pokazują, że 1/3 brytyjskich babć i dziadków regularnie (dwa-trzy razy w tygodniu) zajmują się wnukami. Część z nich zrezygnowała nawet z pracy, co niepokoi tutejszych polityków. Jeśli więc polska rodzina zdecyduje się na dziecko, a babcia nie będzie chciała albo mogła przyjechać na Wyspy, kierunek powrotny będzie całkiem naturalny.
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować