Według raportu niezależnego Centrum Badań Ekonomicznych i Biznesowych (Centre for Economics and Business Research (CEBR), www.cebr.com) do roku 2015 gospodarka brytyjska ma duże szanse stracić miejsce w pierwszej dziesiątce największych gospodarek świata. CEBR doszedł do takich wniosków badając bieżące trendy wzrostu ludności i gospodarek oraz kursów walutowych.
Dwa wieku temu przez długi czas gospodarka brytyjska była hegemonem nie mającym sobie równych na ziemi. Ale ostatnie czasy są o wiele bardziej zmienne. Jeszcze w 2005 roku Wielka Brytania mogła się pochwalić czwartą gospodarką świata, ale od tego czasu została wyprzedzona przez Chiny (2006), Francję (2008) oraz w tym roku przez Włochy. Zapowiedzi także nie są optymistyczne, gdyż zarówno Rosja, jak i Brazylia są bliskie prześcignięcia Zjednoczonego Królestwa do roku 2012. A następnie gospodarki Indii, Kanady i Australii mają szansę na wejście do pierwszej dziesiątki zajmując miejsce gosodarki brytyjskiej w roku 2015.
Czy ma to jakieś znaczenie?
Dla Brytyjczyków może mieć większe niż im się wydaje, gdyż powoli będą tracić status supermocarstwa, z którym trzeba się bardzo liczyć. Dyplomacja brytyjska będzie musiała się nieźle dostosować do zmieniającego się układu, gdzie byłe kolonie - Indie, Kanada i Australia będą mieć większą ekonomiczną siłę niż byłe imperium.
Po za tym - co już teraz widać - w bankowo-inwestycyjnym świecie środek ciężkości stopniowo przesuwa się na wschód. Wypadnięcie z pierwszej ligi na pewno taki proces przyśpieszy, jeśli nie wywoła lawiny.
Moim zdaniem dla Polaków wyniki raportu powinny zastanowić w sprawie dwóch kwestii. Po pierwsze nie można liczyć na wzmocnienie kursu funta wobec złotówki oraz długofalowego dobrobytu na Wyspach. Po drugie - i może to jest ważniejsze - wraca era surowca. Dostęp do surowców będzie głównym czynnikiem rozwoju gospodarek - stąd zapowiadany duży postęp Rosji, Australii czy Kanady. Dla Polski nie wróży to niczego dobrego.