Walutowy gulasz

Times poświęca całkiem obszerny artykuł wschodnioeuropejskim gospodarkom. Rzeczą bardzo namacalną jest fakt, że zarówno lokalne waluty, jak i giełdy pikują ostro w dół przez ostatnie dwa miesiące. Polski złoty poleciał w dół o jedną trzecią względem euro, a jeszcze więcej wobec szwajcarskiego franka. I nie jest to przyjemna informacja dla Polaków, którzy przyzwyczaili się do myśli, że polski złoty jest silną walutą, która się może tylko umacniać. Bardzo przyjemne były tanie wczasy we Włoszech albo zimowe obozy w austriackich Alpach, ale to się na pewien czas skończyło.

Artykuł zwraca uwagę, że kryzys w krajach Europy Wschodniej odbije się na innych "starounijnych" państwach. Głównie na Austrii i Szwecji, których banki zainwestowały znaczne pieniądze w pożyczki dla tego regionu. Szczególnie ryzykowne okazały się poczynania banków szwedzkich, które stworzyły ogromną bańkę na rynku nieruchomości w Estonii. Ależ jest też cała masa innych banków inwestujących na dużą skalę - dość wspomnieć ING i Commerzbank (BRE, mBank), obydwa mające silną pozycję na polskim rynku bankowym.

Z drugiej strony, silne osłabienie złotówki czy korony zagraża bezpośrednio produkcji przemysłowej Niemiec i Francji. Prezydent Sarkozy już głośno powiedział o przenoszeniu produkcji do krajów o tańszej sile roboczej. Możliwe jest, że jakość produktów wschodnioeuropejskich odbiega od jakości niemieckiej; ale przy spadku ceny robocizny w euro o jedną trzecią - Polska praktycznie z dnia na dzień stała się znowu atrakcyjnym miejscem do lokowania produkcji.

Na samym końcu artykułu, Ian King zauważa interesującą rzecz - euro jest kulą u nogi dla mało konkurencyjnych gospodarek, takich jak Portugalia czy Włochy. Kraje Europy Wschodniej mogą stać się konkurencyjne dzięki osłabieniu waluty, natomiast kraje ze strefy euro takiej możliwości nie mają. Czy więc Słowacja rzeczywiście aż tyle wygrała na wprowadzeniu euro?