Emigranci już nie są tacy kochani

Było przyjemnie i było miło. Wschodnioeuropejski budowlaniec odnawiał domy szybko i sprawnie, a do tego był tani. Ale teraz już może wrócić do siebie, bo nie ma pracy. Sentyment tłumów nie trwa zbyt długo, a do tego jest bardzo łatwo sterowalny.

Kryzys sięga każdego państwa i każdej gałęzi przemysłu. A to powoduje, że zasady i umowy mogą być odstawione do lamusa. Na pewno konsternację wywołał prezydent Francji - a jednocześnie czołowy europejski lider - Sarkozy, który swtierdził, że francuzkie samochody dla Francuzów powinny być produkowane we Francji, a nie w Czechach i Słowacji. I tyle w temacie podstawowej zasady Unii Europejskiej - swobodnego przepływu kapitału, usług i towarów.

W sprawie swobodnego przepływu ludzi stało się to, co właściwie było do przewidzenia w obliczu kryzysu. Austria i Niemcy wycofały się z planów szybszego otwarcia swoich rynków pracy do Polaków. A w krajach, gdzie tak postąpiono nasilają się protesty miejscowych pracowników.

Wydawałoby się, że znamienny jest obrazek Adama, polskiego listonosza w Edynurgu, który jest prześladowny z powodu narodowści. Moim zdaniem, są w Wielkiej Brytanii firmy, gdzie rasizm jest na porządku dziennym. I akurat Adam trafił do takiego środowiska. I ciężko się dziwić wściekłości szefa, gdyż w jego mniemaniu do zamknętego kręgu został dopuszczony obcy. (Tak na marginesie - nie sądzę, że Royal Mail preferuje Brytjczyków; oni preferują ludzi tanich i uczciwych).