Walka o legalność "anglików" na polskich drogach

Goniec Polski rozpoczął walkę o dopuszczenie do ruchu w Polsce aut z kierownicą po prawej stronie. Powołuje się przy tym na konkretne dyrektywy Unii Europejskiej, z którymi polskie prawo jest sprzeczne. Według Gońca dyrektywa mówi wprost, że państwa unii europejskiej muszą uznawać wzajemne świadectwa homologacji: Państwa członkowskie nie mogą odmówić pojazdowi silnikowemu przyznania świadectwa homologacji EWG ani homologacji krajowej ze względu na jego układ kierowniczy, jeżeli układ ten spełnia wymogi zawarte w niniejszej dyrektywie.

Sądzę, że akcja Gońca Polskiego znajdzie szeroki odgłos wśród emigrantów. Wielu chciałoby móc wrócić do Polski swoim brytyjskim samochodem, albo oddać go komuś w rodzinie.

Prywatnie uważam, że akcja Gońca jest warta poparcia. Polskie ministerstwo infrastruktury twierdzi, że "angliki" są po prostu niebezpieczne na polskich drogach. Z doświadczenia wynika, że niestety ministerstwo ma rację. Nigdy nie zapomnę próby wyprzedzania kombajnu gdzieś koło Rakowa. Tylko, że wyprzedzanie nie jest obowiązkowe!

Popieram całą akcję z innego powodu. Unia Europejska to nie tylko przyjemne rzeczy - dotacje na drogi; albo otwarte granice, aby bezrobotni mieli gdzie pracować. To także zobowiązania, które trzeba wypełnić. Już przy nieszczęsnym podwójnym opodatkowaniu okazało się, że składki na NFZ (Narodowy Fundusz Zdrowia) są odliczane od dochodu, a składki na NHS (brytyjski odpowiednik NFZ) - już nie. Co było (i jest) sprzeczne z dyrektywami Unii. I jakoś nikt się nie odważył zadrzeć z polskimi urzędnikami.

Może teraz się uda. Trzymamy kciuki!