Praca w banku i pięć tysięcy

Okazało się, że już wiadomo jak wygląda wymarzona praca emigranta po powrocie do kraju. Jest to praca w banku z uposażeniem pięciu tysięcy złotych netto. Jak wiadomo - banki mają pieniądze. I sądząc po kolejnych oddziałach banków otwieranych w każdym miejscu - to nie jest to chyba mylny pogląd. Oddziały banków zabijające życie miejskie to już chyba charakterystyczny polski klimat, z którym niektórzy próbują już walczyć, lecz jest to raczej walka z wiatrakami.

Patrząc z polskiej perspektywy - praca w banku to sama śmietanka. Po pierwsze banki mają się dobrze, wykładają marmurami swoje oddziały, a praca jest typową pracą biurową. A jak wszystkim wiadomo, nic bardziej nie buduje polskiego ego niż urzędnicza praca.

Jednak widząc angielskie czy amerykańskie banki detaliczne - obrazek nie jest taki różowy. I spodziewam się, że polskie banki będą bardziej podążać w tym kierunku. Banki stają się powoli sklepami z pieniędzmi, które próbują wcisnąć swoje produkty dowolną metodą. Po otwarciu konta w banku można się od razu spodziewać telefonu z ofertą ubezpieczenia na życie albo kredytu. W pewnym momencie kasjerki w dużym brytyjskim banku dostawały premię, jeśli przekonały klienta do wypełnienia wniosku o kartę kredytową. I tym podobne. Najdobitniej świadczy o tym fakt, że szef sprzedaży Bootsa (dużej sieci perfumeryjnej) mógł zostać szefem sprzedaży w banku detalicznym. Zgodnie z doktryną, że pieniądz jest produktem, a dobry sprzedawca potrafi sprzedać wszystko.

Więc polska wymarzona praca ma szansę stać się tylko mirażem.