Wyspiarskie doświadczenia przydatne w Polsce
Mamy przedstawione pięć obrazków - pięcioro młodych ludzi wyjeżdża na Wyspy i po paroletnim pobycie wracają do Polski. Przedstawiają swój bagaż doświadczeń, który przydaje im się w Polsce.
Zaczyna się nieciekawie - Paweł rzuca studia, aby nauczyć się obsługiwać wózek widłowy. I jest całkiem zadowolony, bo jako operator wózka może dostać całe 2 tysiące polskich złotych na rękę. Ale zdecydował się na pracę jako grafik komputerowy za całe 1600 miesięcznie. I jako dodatkową zaletę podaje, że potrafi powiedzieć szefowi na czym mu zależy. Jakoś to wszystko razem nie potrafi mi się złożyć w sensowną całość. Studia - wózek widłowy; negocjacje z szefem - pensja rzędu 400 funtów miesięcznie. Czy rzeczywiście można tu mówić o sensownym doświadczeniu?
Bardzo jednak podobały mi się zwierzenia Bartłomieja, który dzięki "otrzaskaniu się" z angielskimi urzędami, uwierzył w swoją siłę petenta. I teraz ma takie same wymagania w stosunku do polskich urzędów. Czasem jest to bolesna lekcja. Dla oby dwu stron. Często urzędnikowi nie przechodzi przez rozum myśl, że nie musi mieć. A kiedy się już pojawi - potrafi być bardzo bolesną. W każdym bądź razie, nasz zuch Bartek wymusił na urzędnikach załatwienie sprawy. I to w ZUSie, więc chyba liczy się podwójnie!
Z dodatkowych nowych umiejętności odnotujmy:
*czyta po angielsku
*szanuje pracę i pieniądze innych
*docenia polski porządek
*zadba o dobrą atmosferę w pracy
*łatwo się nie podda
*wreszcie umie się uśmiechać
Ciekawe co ja miałbym napisać.
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować