Domy do wynajęcia, ale kim będą lokatorzy

Rzadko kiedy można przeczytać sensowną analizę brytyjskiego rynku wynajmu mieszkań. Rzadko też kiedy gazety zauważają wpływ emigracji na rynek nieruchomości. Ale czasy się szybko zmieniają i stuprocentowo pewne inwestycje w nieruchomości przestają się takimi wydawać.

Najpierw o rzeczach pewnych. Szacuje się, że w Zjednoczonym Królestwie jest do wynajęcia dwa i pół miliona prywatnie posiadanych mieszkań i domów. Badania też wykazały, że czterdzieści procent z nich jest wynajmowana przez emigrantów. Innymi słowy emigranci mają wpływ na cenę około miliona nieruchomości. Przy zauważalnym spadku atrakcyjności Wysp dla emigrantów z "nowych" krajów Unii, bardzo łatwo zauważyć rysujący się problem.

Oczywiście wszyscy wiedzieli, że taki problem może zaistnieć, ale dopiero głośne problemy Bradford & Bingley przykuły uwagę mediów. B&B to dziesiąty największy pożyczkodawca hipoteczny w Wielkiej Brytanii, ale znany głównie jako specjalista od pożyczek hipotecznych buy-to-let, czyli pożyczek pod nieruchomości do wynajmu. Ogłoszenie niebagatelnej straty 400 milionów funtów za ostatni kwartał oznacza, że właściciele mają problemy ze znalezieniem lokatorów i bieżącą spłatą pożyczek. Stąd też rynek mieszkań pod wynajem jest uznawany za słabe ogniwo w całym rynku nieruchomości.

Jest też jednak druga strona medalu. Przy bardzo dramatycznym spadku zatrudnienia i spowodowanych tym problemach finansowych, lokalne samorządy będą dopłacać do zakwaterowania najbardziej potrzebującym. Co oznacza de facto płacenie prywatnym właścicielom wynajmowanych mieszkań.

Więc może naprawdę jest to stuprocentowo pewna lokata kapitału?