O emigracji, powrotach i mobilności

Dyskusja ekspertów na pozytywnymi i negatywnymi aspektami młodej emigracji na dużą skalę. Dyskutuje Michał Boni i Witold Orłowski. I przynajmniej ten drugi wie o czym mówi:
Młodemu człowiekowi, który za 5 czy 10 lat odłoży trochę pieniędzy i nie będzie chciał pracować tylko zainwestować, logika powinna podpowiedzieć, że powinien wrócić do Polski. [...] Pytanie tylko, czy logika ekonomiczna, która pcha ludzi do wyjazdu, może pchać, przynajmniej część do powrotu. Czynnik ekonomiczny nie jest jedyny, a może nawet nie decydujący.
Szczerze polecam!

Depracja kaptiału ludzkiego?

Boni mówi: W latach 90. osoby z wyższym wykształceniem stanowiły 10 - 11 procent wyjeżdżających za granicę. Dziś wśród wyjeżdżających do Irlandii i Wielkiej Brytanii jest ich 30 - 35 procent - wynika z danych Ośrodka Badań nad Imigracjami. Tylko co 6 - 8 osoba pracuje na poziomie swych kwalifikacji.

Tak się akurat składa, że ja emigrowałem w latach dziewięćdziesiątych i osoby z wyższym wykształceniem stanowiły większość wśród napotkanych ludzi. Więc może rzeczywiście to było 10-11 procent, ale nie emigracji "wyspiarskiej" tylko ogólnej, wliczając zbieraczy pomidorów w Niemczech.

Z drugiej strony - dzisiejsza emigracja z 35 procentowym wykształceniem wyższym to jest kpina z polskiego systemu kształcenia. Można spotkać osoby z licencjatem, które nie potrafią napisać własnego życiorysu (po polsku!). Robią błedy składniowe, gramatyczne, ortograficzne i mają styl rodem ze szkoły podstawowej.

Innymi słowy, Boni porównuje zupełnie dwie różne rzeczy. Hmm... prawdziwy ekspert z niego, ale może nie w sprawach emigracyjnych.

Boni żyje mżonkami

Jeśli facet mówi, że będzie brakować inormatyków, a potem rozważa doradztowo zawodowe jako remedium - to jest idiotą. Można dzieciakom budować wspaniałe wizje, ale żeby wykonywać pewne zawody trzeba mieć predyspozyje. Rozum na przykład.

Czarodziej Orłowski

Dzisiaj tkwimy w swoistej czarnej dziurze. Polski system wymaga, by emigranci - aby być w porządku wobec fiskusa - dopłacali podatki w kraju. Nie wszyscy to czynią. Trzeba tę sprawę rozwiązać nie jednorazową abolicją, a systemowo. Ktoś, kto musiałby zapłacić zaległy podatek za 10 lat, w dodatku z odsetkami, może mieć trudność z podjęciem decyzji o powrocie. Podatki w Polsce powinny być w taki sposób pobierane, żeby w ogóle nie pojawił się problem naliczania podatku należnego od tych, co pracują za granicą, bo to jest rzecz, który może zaważyć na decyzji.

Może dobrze że była stara umowa z UK? Już wiemy jakie systemowe sposoby możecie mieć na myśli. Najlepiej żeby brytyjski fiskus Wam wpłacał systemowo a nam naliczał odpowiednią stawkę dodatkową w PAYE? W ogóle nie byłoby problemu naliczania podatku należnego, zero problemu z zaległymi podatkami i decyzjami, genialne. Panie ekspercie, Pan myśli, ale ludzie też myślą a Anglia, jak narazie, nadal jest wyspą, na szczęście.

Wytłuszczę: ekspert prof Orłowski nie ma problemu z podatkiem dla emigrantów, o nie, problem jest tylko z 'naliczaniem podatku należnego'.....

Ochłonąłem ale nadal sceptycznie

Czy może imputuje profesorowi coś czego nie miał na myśli? Ma on bez wątpienia doświadczenie ( http://www.sbus.pw.edu.pl/rekrutacja/orlowski.php ) ale ten fragment w dzienniku jest niejasny - czy jemu chodzi o kłopot z problemem poboru podatku od emigrantów, jak to zinterpretowałem, czy o kłopot z podatkiem w ogóle. Nadal podejrzliwie myślę jednak jak powyżej - prof mówi że nie wszyscy emigranci to (dopłacenie podatku w Polsce) czynią i tę właśnie sprawę trzeba systemowo rozwiązać... Pomijam tu fakt, że nie wszyscy są/byli zobowiązani, choć prof powinien wiedzieć o czym mówi. Wracając do jego intencji - interpretacja druga również jest możliwa - cóż, nie da się określić co on właściwie zaproponował...