MIG Research zrobił ogromne badania, w których potwierdzają wszystkim znane fakty. Tak, emigranci kupują polskie produkty - chleb, piwo, wędliny i sery. Czasem śledzia, albo kawę zbożową. To akurat można stwierdzić po jednym dniu pobytu w Londynie. Natomiast ciekawsze jest inne pytanie, czy emigranci zwiększają inflację brytyjskiego funta czy nie. Z jednej strony - wysyłają pieniądze do innego kraju, ale z drugiej strony ich preferencje nabywcze szybko się zmieniają. Na polskich imprezach można spotkać Żywca albo Okocim, ale króluje Skol albo inne tanie piwo z Lidla.
Odpowiedzi
Chyba jednak nie...
Z inflacją mamy do czynienia wtedy jak mamy w obiegu pieniądz bez "pokrycia" produkcji (siły nabywczej pieniądza). Polacy jednak poza wydawaniem pieniędzy - także pracują i to nie mniej (a powiedziałbym, że nawet bardziej) wydajnie niż tu-bylcy. A zakładając nawet, że kupujemy tylko polskie produkty, to i tak są opodatkowanie, "zmarżowane" itp. Myślę, że suma sumarum zarówno brytyjska jak i polska gospodarka zyskuje na emigrantach. Ktoś ma podobne przemyślenia?
Polskie jedzenie jest syfiaste!
Ja nie wiem czemu ludzie chodzą do tych polskich sklepów. Wszystko przeterminowane - miejscami już zielone. Zupkę w proszku mam tam kupować? Jednego dnia - pełny wybrów, bo przyjechała "świeża" dostawa z Polski. Jechali szybko, bo akurat się samochód chłodnia popsuła, więc trzeba było lodem obłożyć.
Za to po tygodniu - wybór marny, ale za to jakie przeceny!!! Serek Danio mocno kwaśny za pół funta. Po prostu okazja życia!
A polskie piwo i tak jest wsiurskie. Nie wspomnę o szynce, gdzie woda aż sika. Ludzie, opamiętajcie się! Polski napis i ślina wam ścieka pomiędzy nogami.