Jest taki film Charlie Chaplina p.t. "Cyrk". Film kończy się sceną, gdzie po odjeździe cyrku zostają po nim kartony i skrzynki, a na nich siedzi zamyślony, smutny Tramp. I chyba podobnie jest dzisiejszego poranka, kiedy wyborczy cyrk A.D. 2007 pojechał. Został emigracyjny tramp, z jednej strony szczęśliwy, a z drugiej strony - zamyślony.
Partia Kobiet ma szansę być "Stanem Tymińskim" tegorocznych wyborów. Trochę z znikąd i program partii raczej nie jest znany. Oczywiście można się domyślać, że sytuacja kobiet będzie najważniejszym punktem zainteresowania, ale to są tylko domysły. Ku powszechnemu zdziwieniu, Partia Kobiet jest bardzo popularna wśród emigracji - gdyby tylko brać ich głosy po uwagę, partia miałaby szansę na wejście do Sejmu.
Powiem szczerze, że nie studiowałem dziennikarstwa, ani też nie jestem jakimś znawcą mediów, więc może to co napiszę poniżej nie ma sensu. Jednym z większych tego rocznych wydarzeń dla polskiej emigracji w Londynie (a może i w Anglii) był przyjazd Donalda Tuska. W ramach kampanii wyborczej - fakt; ale z drugiej strony to jest on liderem jednej z największych partii, a może i przyszłym liderem. Ciężko więc umniejszać ciężar tego wydarzenia.
Wyspy zostały zaszczycone uwagą polityków z pierwszej linii. Premier ogłosił program "Powrót", po czym szybko został oskarżony o plagiat programu przez PO. Przy okazji, mam czasami takie dziwne wrażenie, że nie chodzi tu o głosy nasze, członków wirtualnej Polskiej Partii Emigrantów, ale o głosy naszych rodzin. Chodzi o to, żeby rodziny otrzymały przekaz, iż politycy robią wszystko, aby Wasze dzieci i wnukowie wrócili do Polski.
Stosunkowo nowy tygodnik, ale jakoscią tekstów odbiegajacy na plus od reszty.
Myślałem, ze niewiele może zadziwić na polonijnym rynku prasy. Ale jak to w mediach - im więcej zdziwienia - tym lepiej dla tytułu. Może zacznę od rzeczy pozytywnej - od tygodnika Nowy Czas. Powiem szczerze, ze po szale tych pierwszych - Gońca czy Alternatyw, polonijna prasa nie wzruszała mnie zupełnie. Czasem z przyzwyczajenia sięgnąłem po Dziennik Polski, ale głównie po to, aby się utwierdzić, że nic tam dla mnie ma. Kolejne występy księdza rektora albo ambasadora ani mnie grzeją, ani ziębią.