Wynajęcie mieszkania

Niedawno zmienialiśmy mieszkanie. Oto krótki opis przygód. Może komuś przydadzą się nasze doświadczenia.

Na znalezienie mieszkania mieliśmy mało czasu, bo jedynie miesiąc. Zaraz na początku postanowiłem, że skupimy się na ofertach agencji ze względu na lepsze i dokładniejsze opisy mieszkań. Przeważnie było to kilka kiepskiej jakości zdjęć i lokalizacja na elektronicznej mapie. Niewiele, ale już cieszy, bo pozwoliło to na wstępną selekcję. Z perspektywy czasu uważam skupienie się na ofertach agencji za błędną decyzję. W sumie zobaczyłem około 25 mieszkań, w czym trzy oferty były od prywatnych landlordów. Zamieszczali w gazetach niewielkie ogłoszenia w których w zasadzie poza ilością pokoi nie było konkretnych informacji. Jednak mimo wszystko ostatnie trzy mieszkania, które zobaczyłem zdeklasowały ofertę przedstawioną przez agencje pod względem stosunku ceny do jakości. Wygrało mieszkanko, które odwiedziliśmy jako ostatnie, ale zacznijmy od początku...

Z założenia mieszkanie którego szukaliśmy miało być możliwie jak najtańsze, czyli one lub two bedroom flat. Blisko centrum, w dzielnicy w której nie trzeba się bać wyjść na ulicę. Oczywiście jednym z najważniejszych kryteriów była cena (docelowo chcemy kupić dom a nie wyrzucać pieniądze na czynsz), ale mieszkanie musiało mieć jednocześnie przyzwoity standard. Wodę z ogniem udało się pogodzić w
miarę dobrze za cenę 420 funtów plus media za coś, co Anglicy nazywają huge one bedroom flat (z całym strychem na graty).

Ofertę agencyjną wzięliśmy z lokalnej gazety, i oczywiście internetu. Pracownicy agencji nie zrobili na mnie dobrego wrażenia. Nikomu nie udało się przyjść punktualnie. Mimo, że na samym początku odrzuciłem najtańsze oferty i skupiłem się na średnim przedziale cenowym (około 400f), to w większości to, co mi pokazywano przedstawiało obraz nędzy i rozpaczy. Szczytem szczytów było jedno mieszkanie poniżej poziomu gruntu przed którym był staw...tak z 10 cm wody tam, gdzie tej wody miało nie być. Oczywiście na spotkanie przyszedłem wcześniej i po lustracji nie uciekłem tylko dlatego, bo się umówiłem i skoro już straciłem tyle czasu na dojazd, to postanowiłem zobaczyć co jest w środku. "Odpływ się zatkał, ale to się naprawi" - powiedział agent nachylając się nad bajorem, żeby otworzyć drzwi. Zręcznie przeskoczył na próg i zaprosił mnie do środka. Tam było trochę lepiej, ale tylko trochę. Rozbawił mnie na koniec twierdząc, że ma już prawie zdecydowanego klienta, który się zastanawia i jeśli jestem zainteresowany, to trzeba się szybko zdecydować, bo mieszkanie szybko zniknie z rynku. Ciepłe bułeczki.

Przy oglądaniu mieszkań należy zwracać uwagę na najdrobniejsze detale. Okna - czy są podwójne, w jakim są stanie i... czy się OTWIERAJĄ. To nie żart. Można spotkać mieszkania, w których okna z definicji się nie otwierają. Raz zapytałem agenta, jak oni myją okna na trzecim piętrze, skoro nie ma fizycznej możliwości ich otwarcia. Odpowiedział mi, żebym się nie martwił, bo oni wiedzą o tym problemie i nie będą mieli do nas pretensji, jeśli ich nie będziemy myli.
Grubość ścian - UK to ciepły kraj, ale koszty ogrzewania są bardzo wysokie.
Prysznic - dwa mieszkania miały jedynie wannę. W jednym landlady zdecydowanie odmówiła instalacji prysznica i nie wyraziła zgody, żebyśmy to my go zainstalowali.
Kuchenka, lodówka, pralka - czy są, a jeśli nie, to czy jest miejsce i infrastruktura, żeby je zainstalować. Dotyczy to szczególnie pralki, bo dla Anglika mieszkanie bez pralki nie jest czymś dziwnym.
Grzyb - niestety dość częste zjawisko. Dobrze jest uzbroić się w wiedzę teoretyczną na ten temat - przyczyny powstawania, sposoby zwalczania. Jeśli to kondensacja, to nie jest bardzo źle, ale trzeba od razu sprawdzić mieszkanie pod kątem wentylacji. Jeśli to rasowy grzyb spowodowany zaciekiem, czy podsiąknięciem wody, to trzeba uciekać jak najdalej.
Wyciszenie - jak bardzo słychać sąsiadów i ruch na ulicy. Dywan w łazience. Liczniki - najlepiej, żeby były oddzielne dla każdego mieszkania. Jeśli nie ma licznika wody, to można go zainstalować nawet bez zgody Landlorda.
Depozyt - niedawno weszło nowe prawo z tym związane. Warto się z nim zapoznać.

Negocjacje, negocjacje, negocjacje. Można i należy negocjować wszystko. My na przykład stargowaliśmy 10f miesięcznie z czynszu. Niewiele, ale cieszy. Do tego Landlord zobowiązał się zainstalować prysznic, którego nie było, wyrównać i pomalować sufit w łazience, rozdzielić liczniki, dostarczyć farbę na pomalowanie mieszkania. W jednym z mieszkań landlady zgodziła się przeznaczyć 600f na odnowienie ogrodu i na niewielkie inwestycje w infrastrukturę mieszkania.

Landlord - to, jakim jest człowiekiem jest niesłychanie ważne. Jego ustępliwość w negocjacjach, charakter i troska o mieszkanie to jedne z najważniejszych kryteriów. Z obecnego landlorda jestem bardzo zadowolony. Poprzedniego widziałem raz przez dwa lata, musiałem szukać go gdzieś w Portugalii, bo komornik przyszedł zajmować jego mieszkanie za niespłacanie rat kredytu. Obecny landlord pyta jakiego koloru chcę farbę i czy sam ją sobie kupię, czy też może ma mi ją przywieźć do domu.

Przeczytaj również: Wynajem mieszkania albo domu

Mieszkanie...

mam podobne odczucia - agencja raczej nie sprawdzila sie, wzialem mieszkanko z netu bezposrednio od landlorda.

Prace zaczynalem w poniedzialek (nagrana wczesniej z Polski przez duza firme headhunterska), wiec przyjechalem w srode wieczorem. W okolicy nie mam zadnych znajomych wiec tani hotel, samochod z wypozyczalni na LHR na 3 dni i umowienie sie z 'relocation agent' - tez po wczesniejszym kontakcie jeszcze z Polski - na konkretna godzine.

W czwartek obejrzalem 11 mieszkan, wszystkie drogie (od 795 GBP/m-c), no ale i okolica gdzie mieszkam niestety tak juz ma, a zalozenie bylo od razu takie, ze przez pierwsze 6 miesiecy ja do pracy chce chodzic pieszo (i brac car allowance za niewykorzystywanie sluzbowego auta:). Wstepnie zgadzam sie na najblizsze z obejrzanych mieszkan i okazuje sie niestety ze wprowadzic sie bede mogl dopiero w poniedzialek albo wtorek (tyle trwaja oficjalne procedury w agencjach konczace sie podpisaniem umowy; w weekend oczywiscie agencja nie pracuje - no przynajmniej tu na prowincji). Troche mnie to martwi bo na cala 'akcje UK' przeznaczylem jednak dosc ograniczona ilosc kasy i nie chcialbym jej wydawac na hotel ktory w weekend jest juz duuzo drozszy...

W miejscowej bibliotece korzystam z sieci i po 30 minutach spotykam sie z wlascicielem pobliskiego domu, swiezo przebudowanego na taki do wynajmowania, z trzema oddzielnymi mieszkaniami 2-bedroomowymi. Jestem pierwszym jego tenantem w tym mieszkaniu (od dwoch miesiecy mieszka na pietrze malzenstwo managerskie z ktorym moge wymienic uwagi). Wszystko swiezo wstawione, w lodowce, kuchence i pralce jeszcze niezdjete fragmenty opakowania. Dzielnica czy tez raczej okolica jak z pocztowki z angielskiej prowincji.

Landlordowi wystarcza rzut oka na moj kontrakt i dwie godziny pozniej (sprawdzam tymczasem jak tylko potrafie kto to jest ten landlord m.in rozmawiam z w/w malzenstwem, pukam do sasiadow i probuje zrobic telefoniczny intelligence w dwoch lokalnych agencjach gdzie jak sie okazuje wlasciciel zglosil mieszkania, znaczy chyba jest OK) - moj cash zostaje zamieniony na tenancy agreement i klucz. W piatek i sobote jade jeszcze dokupic w najblizszym tesco potrzebne rzeczy (duvet, reczniki, troche jedzenia do zamrazalnika itp.), w sobote oddaje autko do budget cars i wracam pociagiem (nie jest latwo z LHR do Ascot dla kogos nieznajacego zupelnie lokalnej rzeczywistosci, ale przed zmrokiem jestem w domu). W niedziele kontrolny marsz dom-praca, jest OK: 30 minut spacerkiem. Zrzuce brzuch.

Pozytek z agencji czy moze raczej z 'relocation service': agentka obwiozla mnie po okolicy, pokazala wszystkie wazne miejsca, no i zorganizowala przeglad jedenastu mieszkan, co dalo mi odpowiednia skale do porownan.

Pozdrawiam,

Grix

hmmm brakuje

hmmm brakuje najwazniejszego... lokalizacji.

Jesli placisz £420 za "huge one bedroom" poza Londynem to cena jest normalna, ale jesli placisz tyle w Londynie to imho po spelnieniu podanych przez Ciebie warunkow to , cena trudna do uwierzenia.

W drugim poscie jest podana miejscowosc Ascot, ale za to nie ma ceny.

Oczywiscie ze kazdy moze wejsc na gumtree i zorientowac sie w cenach, ale chyba najlepiej kiedy wiadomo ze ktos za jakos kwote wynajmuje mieszkanie bo czesto ceny w ogloszeniach znaczaco odbiegaja od realnej wartosci.

btw. Ja wynajmuje ladne, w miare duze, niezagrzybionebez milych bajerow w postaci plytek i nowego sprzetu agd, ale czyste one bedroom w Acton Town w cichej uliczce za £780 + £133 council tax miesiecznie.

pozdr.
Michal