Samochodem pomiędzy Polską a Wyspami
Zacznę może od tego, że akurat ja lubię jeździć samochodem do Polski, ale nie jest to pogląd powszechnie dzielony. Są jednak takie sytuacje, że podróż samochodem jest jedyną opcją - duża ilość rzeczy do przewiezienia, dwa albo trzy śluby w różnych miejscach czy dłuższy pobyt z małym dzieckiem. Ostatnia sytuacja z cenami biletów samolotowych na święta także zwiększa zainteresowanie drogą lądową.
Zacznijmy od początku (albo od końca - w zależności od punktu startowego) - od przeprawy przez kanał. Strona w poradniku właściwie wyczerpuje ten temat, a strasznie żałuję, że nie pojawiła się wcześniej - zaoszczędziłbym czterdzieści funtów, gdyż zwykle SeaFrance było najtańsze i nie wiedziałem o innych możliwościach. W czasie moich podróży, dwa czy trzy razy zdarzyło mi się, że nie mogłem kupić biletu wcześniej i kupowałem przy przeprawie. Jest to drogie rozwiązanie, ale jeśli już - należy unikać w takim przypadku tunelu. Tam, w takim przypadku płaci się okropne pieniądze.
Na promie z reguły uświadamiam sobie, że brakuje mi prezentów dla rodziny i coś kupuję. Nigdy jednak ani czekoladki, ani trunki nie były tańsze niż w polskim supermarkecie. Jedynie francuskie czy kalifornijskie wino potrafi wyjść taniej, ale i tak ciężko znaleźć w Polsce koneserów wina.
Po udanej przeprawie promowej lądujemy na kontynencie, gdzie obowiązują inne reguły gry - jeździ się po prawej stronie i toalety są płatne. Do pierwszego łatwo się przystosować, szczególnie, że cała trasa do Polski wiedzie autostradami. Do drugiego niestety przystawać się ciężej, bo trzeba mieć euro. Generalnie euro się bardzo przydaje po drodze. W większości miejsc można płacić kartą, ale nie we wszystkich. Po za tym toalety potrafią mieć automatyczne bramki na monety.
Wybór trasy narzuca się sam. Swego czasu próbowałem różnych dróg na południe Polski - autostradę A4 przez Niemcy czy A14 z A38. Jednak szczerze mówiąc teraz jeżdżę przez "górą" - do Venlo, a potem A34 i A2. Później albo A12 na Poznań, albo A13 na Wrocław. Szczególnie, że autostrada Wrocław - Berlin jest już skończona, wyremontowana i jedzie się bardzo przyjemnie. Autostrada wielkopolska jest ciągle w budowie (chyba? bo jakieś zawirowania polityczne tam były).
Wracając do trasy: generalnie trasa jest bardzo prosta z dwoma problematycznymi punktami. Jednym jest obwodnica Antwerpii - należy się pilnować i jechać południową częścią - niezależnie od kierunku podróży. Obwodnica jest słynna z korków więc łatwo się zmienia pasy, ale także ciężarówki potrafią przysłonić drogowskazy. Drugim takim punktem jest Zagłębie Ruhry (okolice Duisburga) - drogowskazy potrafią zaskakiwać nazwami miejscowości.
Wspomnę teraz o kosztach. Ceny promu w dwie strony to od 40 do 120 funtów. Droższe promy będą w okolicach świąt, wakacje, weekendy i w ciągu dnia. Autostrady na trasie od promu do polskiej granicy są bezpłatne. Koszty paliwa szacuję na jakieś 80 funtów w jedną stronę i nie mam żadnej przemyślanej strategii tankowań. Różnica kosztów paliwa pomiędzy Wielką Brytanią, Belgią czy Niemcami jest minimalna. Jedynie we Francji i Polsce jest taniej, więc jeśli tylko mam szansę tam tankować to tankuję. W drodze na Wyspy ostatnią stacją przed promem jest BP koło Dunkierki, potem przez 40 kilometrów nie ma nic. Nie udało mi się jeszcze znaleźć "pierwszej" stacji we Francji za promem.
Ostatnią kwestią jest czas podróży. Są różne szkoły podróży samochodem - "na jeden raz" albo z noclegiem - ja wolę spać w Niemczech. Generalnie całe moje podejście do podróży samochodem jest bardziej turystyczne - moim zdaniem warto poświęcić parę minut i zwiedzić jakąś atrakcję turystyczną albo zjeść obiad w oryginalnym miejscu. Przejechałem dwa razy drogę Londyn - Wrocław na jeden raz jako jedyny kierowca. Jednym razem po prostu nie chciało mi się spać, a za drugim razem - wręcz przeciwnie. Próbowałem wszystkich metod, łącznie z jazdą środkiem dwupasmówki, ale skończyło się to przymusowym noclegiem na parkingu. A ponieważ był to listopad - nie wspominam tego mile.
Nocleg na trasie wypada gdzieś pomiędzy Hannoverem a Magdeburgiem. Z miejsc sprawdzonych:
LOMO Rasthof Magdeburg-Hohenwarsleben - nowy hotel z basenem! Posiada też pokoje trzyosobowe - 99 euro ze śniadaniem)
Etap Hotel Hannover West Garbsen - nie za tanio, ale czysto i schludnie. Dobre śniadanie za całe pięć euro ekstra.
Formule 1 Hannover Ost Lahe - tanio, cóż więcej powiedzieć?
W moim przypadku na szczęście odbyło się bez większych przygód. Raz utknąłem w zaspie na polskiej autostradzie, ale to było dziesięć lat temu, a od tego czasu wiele się zmieniło. Czasem jest zabawnie dogadywać się po angielsku (czytaj na migi) na stacjach benzynowych po drodze, ale nie jest to rzecz uciążliwa.
Szerokiej drogi!
PS. Ciekawy wątek w tym temacie z forum.gazeta.pl
- Zaloguj się lub zarejestruj by komentować