Trzeci wpływ Wielkiej Emigracji na Wyspy

Gazety mniejsze i większe rozpisują się o ekonomicznych i społecznych efektach Wielkiej Emigracji. Praktycznie nie ma dnia bez artykułu na ten temat – już nawet zachowania seksualne emigrantów doczekały się artykułu! Natomiast ja bym chciał zwrócić uwagę na trzecią, zupełnie pomijaną, sferę – kulturę.

Czy tego chcą, czy nie - emigranci mieszkając w innym kraju przesiąkają kulturą nowej ojczyzny. Kulturą szeroko pojętą – od kultury osobistej do sztuki, od kultury picia do mentalności urzędniczej. I przenoszą swoje zachowania i oczekiwania na polski grunt.

Najprostszym przykładem będzie kultura jazdy, która w polskim wydaniu drażni. I następuje przekonywanie Polaków w kraju, że wpuszczenie z podporządkowanej to nie jest grzech, a wyprzedzanie na trzeciego – nie jest koniecznością. Czasem uda się kogoś przekonać, a czasem – nie, ale na pewno daje do myślenia. Podobnie, przyjeżdżając do Polski, emigrant będzie oczekiwał, że obsługa w sklepie będzie uśmiechnięta i chętna do pomocy. To jest jak w elementarzu: „klient w sklepie = uśmiech + pomocna ręka” i podobno w Polsce już kupiono to hasło, ale droga do realizacji jest długa.

Emigrant także przywiezie do Polski ideę przyjaznej administracji. Kto wie, może któryś z emigrantów wróci i naprawdę to wdroży? Administracja może być zorganizowana w sposób anglosaski – z większym zaufaniem do człowieka i do samej siebie. Wiele spraw naprawdę nie wymaga formularzy i podań, wystawania w kolejkach i opłat skarbowych. Dla emigranta jest rzeczą oczywistą, że może zadzwonić do urzędu skarbowego, wyjaśnić zaległości, a urząd wyśle czek albo przeleje pieniądze z nadpłaconym podatkiem. Być może emigrant będzie także przekonywał, że takie rzeczy jak paszport, głosowanie czy prawo jazdy można załatwić drogą pocztową. Osobiście, patrząc w jaki sposób Polacy naginają system wymiany prawa jazdy, nie poszedłbym aż tak daleko. Szczególnie, że właśnie angielskie paszporty są najczęściej wyłudzane; a i pocztowe głosowanie w wyborach lokalnych zostało w jednym z miast zdefraudowane. Mimo wszystko jednak – wyspiarski emigrant musi myśleć o polskiej administracji jako kontynentalnym jej przykładzie, gdzie wszystko jest zbyt skomplikowane i nieprzyjazne obywatelowi. [Jest przy okazji świadomy, że niemiecka czy francuska biurokracja także mają podobne tendencje.]

Elementy kultury społecznej przenikają polskie dusze w każdym calu. Jeśli się umawiamy na drinka to prędzej w pubie niż w domu. Regularnie chodzimy do restauracji z kuchnią z różnych stron świata, traktujemy to zupełnie normalnie i jest to jedna z ulubionych form rozrywki. Angielska pierwsza liga (Premier League) jest najlepsza na świecie, a liczba jej polskich kibiców rośnie z każdym dniem. W pierwszym tygodniu listopada zgodnie idziemy na pokazy fajerwerków (a przy okazji dziwimy się, że nikt w Polsce nie słyszał o spisku prochowym). Z okazji Bożego Narodzenia wieszamy wieńce na drzwiach, jemy indyka w pierwszy dzień świąt i wieszamy światełka w kształcie świętego Mikołaja. I oczywiście fast foody: ryba z frytkami, kebaby różnego rodzaju i chińskie potrawy.

Na sam koniec trochę o sztuce. Francuzi strasznie bronią się przed zalewem sztuki anglosaskiej – przede wszystkim amerykańskiej, ale angielskiej także – i próbują promować swoją, jako europejski odpowiednik. Dzięki Wielkiej Emigracji na Wyspy – język angielski stał się wielkim przebojem, a język francuski stracił już zupełnie swój urok nad Wisłą. Język, a poprzez niego literatura i kultura, stał się głównym czynnikiem wyboru. Stąd bardzo częste pytania o telewizyjne kanały angielskojęzyczne w polskich kablówkach, a przy okazji zainteresowanie Monty Pytonem, Doctor Who czy East Enders(!). I cóż z tego, że w kablówkach jest TV5 (francuska telewizja kulturalna) czy RTL i VIVA, skoro większość wybiera kanały angielskie.

Z zupełnie innego poziomu – mieszkając na Wyspach ma się okazję uczestniczyć w życiu kulturalnym. Nie koniecznie myślę tu o występach Spice Girls czy Take That. Nie mam także na myśli Tate Modern, Royal Academy of Arts czy Royal Festival Hall, gdzie są wystawy czy koncerty, o których się mówi na całym świecie. Mam na myśli codzienne radio z brytyjskim R’n’B, któremu rośnie rzesza polskich fanów. Myślę tutaj także o garażowych i pubowych koncertach, gdzie wpływy angielskiego punka i popu trzymają się dobrze. Dodajmy do tego darmowe wystawy nowoczesnego malarstwa i fotografii, przedstawienia teatralne czy musicale, i daje to pełniejszy obraz sytuacji.

To wszystko zostaje w nas. I wraz z nami podróżuje po świecie – a ponieważ akurat najczęściej jeździmy do Polski...