Tango w Paryżu

Pojechaliśmy z Małżowinką na romantyczny weekend do Paryża. A nawet zatańczyliśmy tam tango (i na pewno nie będzie to nasze ostatnie!). Miejsce do tańca było całkiem niespodziewane – w parku „du Forum des Helles” gdzie pod wiatą zebrała się mocna grupa śpiewaków i grajków, aby sobie wspólnie pomuzykować. A myśmy mogli sobie przy okazji potańczyć – trochę w deszczu, ale komu to przeszkadza?

Mieliśmy również okazję do skorzystania z paryskiego metra. Można o nim na pewno powiedzieć, że jest tańsze niż londyńskie – więcej niż o połowę. Jest także cichsze, gdyż koła wagonów mają opony. I to jest właściwie tyle pozytywów. Wiele żeśmy się naklęli na oznaczenia – angielski pomysł z oznaczeniem kierunkowym (północ, południe, wchód albo zachód) jest o wiele bardziej intuicyjny. Francuski pomysł na wyjścia z metra, którymi nie można wejść ma także swoje ciemne strony – w potrzebie można nie znaleźć wejścia na stację! Paryskie metro oferuje także stacje opatrzone grafitti i którym daleko do czystości. Wagoniki metra mają składane krzesełka, które są zaraz przy drzwiach, więc jeśli są zajęte i próbuje się wsiąść z walizką to jest problem.

I oczywiście ciężko usłyszeć słowa proszę albo przepraszam. Nie tylko w metrze, ale także w restauracji! To była swego rodzaju niespodzianka. Zdarzył się nieuprzejmy kelner, który podał złego drinka i nas przeklął w rozmowie z drugim kelnerem. Na szczęście napiwki nie są obowiązkowe.

Będąc przy napiwkach – Paryż zrobił się drogi! Niski kurs funta względem euro zabija trochę przyjemność chodzenia po kafejkach i restauracjach. Ale jeśli tylko przymknie się na to oko – to się robi od razu weselej. Szczególnie, że niezłe wino potrafi kosztować tyle co (bardzo dobra) herbata – 4.50 EUR.

Ponieważ zakwaterowaliśmy się niedaleko, udaliśmy się do polskiego kościoła przy placu Concordii. Na placu przed kościołem panują polskie klimaty: duża liczba rodaków z ulotkami i stoisko z gazetami. Ale także duża szopka z polskimi elementami ludowymi. Szybko pobiegliśmy dalej.

A tak poza tym – stacja St. Pancras International jest przereklamowana. I to bardzo.

Nie bylam w Paryzu nascie

Nie bylam w Paryzu nascie lat i zawsze jakos mi nie po drodze. Rozwazalam romantyczny weekend w lutym, ale zwyciezylo bardziej odlegle miejsce. Chyba troche boje sie rozczarowania Paryzem. Po tak dlugiej nieobecnosci, postarzeniu sie i zmianie pogladow na zycie wizyta w Paryzu moze byc nie do konca przyjemnoscia.
Nie pamietam za to problemow z metrem, pamietam ze mialo opony i smierdzialo na stacjach (z tuneli). No i pierwszy raz w zyciu widzialam tylu czarnych ludzi w jednym miejscu, na dodatek czesto w strojach afrykanskich.

Miałem podobne odczucia

Ostatni raz byłem w Paryżu w piętnaście lat temu. Ale teraz było o wiele fajniej, bo na wiele, wiele więcej było mnie stać :)

Metro

Nie znosze londynskiego metra. Paryskie za to bardzo mi odpowiada - jest nieduze, wagoniki sa mniejsze, jezdzi duzo czesciej niz londynskie. Stacje sa duzo mniejsze, niemalze kameralne (poza kilkoma wyjatkami). Odleglosci miedzy stacjami sa niewielkie, czasami rzedu kilkuset metrow, wiec zagladajac do tunelu mozna zobaczyc peron kolejnej stacji :-)
I ma pietrowe wagony :-D (na liniach RER)
Chociaz musze przyznac, ze londynskie, 'kierunkowe' oznaczenia linii sa bardzo wygodne.