Swego czasu znajoma z pracy sprzedawała samochód, wiec rozesłała ogłoszenie po stronach internetowych i na wewnętrzna listę e-mailową. Nie był to jakiś specjalny model, ale w ogłoszeniu było podkreślone, ze auto nigdy nie było w Tesco. Trochę się z niej podśmiewałem, ale samochód sprzedała bez większego problemu.
Tak mi się to przypomniało, gdyż ostatnio został mi zlecony zakup przysłowiowych mleczka i bułeczki po drodze do domu. A że po drodze stał sobie ogromny supermarket Tesco, wiec wybór był oczywisty.
Zaraz po wjeździe na parking musiałem stanąć w korku - okazało się, że pewien promil kierowców musi zaparkować na tym pasie, bo jest najbliżej sklepu. Czekając i stukając pałacami niecierpliwie w kierownice, usłyszałem nagle wielkie "łubudu". Tak, jakby ktoś nagle władował się w drzwi mojego samochodu. Nie myliłem się niestety – w samochód przyładował wózek z zakupami. Wybiegłem więc czym prędzej z samochodu, ale w ciemnościach nie można było zobaczyć skutków takiej niecodziennej stłuczki, a właścicielka zakupów strasznie przepraszała.
Pomyślałem, ze gorzej już być nie może, więc uzbrojony w naturalny optymizm udałem się do sklepu. Niestety znowu się nie popisałem inteligencją, gdyż jest rzeczą oczywistą, że wózków nie ma przy sklepie, tylko gdzieś na parkingu. Ponieważ nie minąłem żadnego punktu z wózkami, ciężko mi było takowy wziąć, a przy wyjściu nie wiedziałem, gdzie takowy znaleźć. Jak już powiedziałem - było już ciemno.
Optymizm mnie jednak nie opuszczał, wiec biorąc córę w jedną rękę, a koszyk w drugą - przebiegłem się miedzy półkami szybko kolekcjonując pieczywo i nabiał. Byłem pełen przekonania, że koszyk da mi przewagę przy kasach i będę mógł skorzystać ze szybkiej ścieżki. I nawet kasy dla koszyków były otwarte, i nawet nie było tam kolejki. Ale zaraz przede mną stanęła kobieta z wózkiem. Bałem się otworzyć ust - opuściło mnie całe pozytywne podejście do świata. A w przypływie złości mogłem chlapnąć coś za dużo i jeszcze byłbym oskarżony o rasizm. Kobieta spakowała zakupy i wyszła. Wózek pozostawiając na pamiątkę obsłudze.
Po drodze do samochodu zobaczyłem porsche, które stało na miejscu dla rodzica z dzieckiem. Nie wiem jak zmieścić siedzonko do porszaka, ale wiem, że takie miejsce ma więcej przestrzeni, a więc o uszkodzenie karoserii jest ciężej. Gdyż nie wiem czy zauważyliście, ale miejsca parkingowe przy sklepach są bardzo wąskie. Tak jakby używano szerokości z lat sześćdziesiątych czy siedemdziesiątych, gdy rządziły mini albo stare fiaty pięćsetki. Z powodu braku sensownej przestrzeni zaparkowałem tak daleko, jak tylko wydawało mi się to bezpieczne, gdzie nie było żadnego samochodu. Przy pakowaniu szybko się okazało, że tak wesoło już nie jest i samochód ma już sąsiedztwo - trzeba było się nieźle nagimnastykować z włożeniem dziecka do fotelika.
Następnego dnia za jasnego okazało się, że jednak ktoś nie wykręcił przy parkowaniu i zderzak jest pięknie porysowany. Oprócz śladów wózka na drzwiach, oczywiście.
I teraz mam dylemat – albo muszę zrezygnować z zakupów w Tesco, albo spisać samochód na straty i trzymać go aż do jego (albo mojej) śmierci. Bo jeśli będę chciał go sprzedać i napiszę w ogłoszeniu „samochód był w Tesco”, to kto takie auto kupi?