Polski rząd uruchomił program p.t. "Powrót", dzięki któremu zamierza zatrzymać "upływ krwi" (Trzeba uczynić wszystko, by wrócili, trzeba uczynić wszystko, by ten upływ krwi ustał - premier Jarosław Kaczyński).
Ku mojemu zdziwieniu, pisze o tym tylko Wyborcza (Rząd chce ściągnąć Polaków do kraju) - reszta milczy. Może i słusznie, bo kogo interesuje kolejny program na papierze? Z drugiej strony, bez pomocy mediów z tego programu niewiele wyjdzie.
Na pewno, wiele osób czytających ten tekst wzruszy ramionami i stwierdzi, że rządowy program niczego nie zmieni; szczególnie, że zabiera się za niego PiS. Na razie jest pierwszy sukcesik - portal. Portal, który ma służyć zarówno wracającym, jak i wyjeżdżającym. A także cudzoziemcom pracującym w Polsce. Szanowny Rząd RP zauważył w końcu, że imigracja jest zupełnie naturalną i powszechną rzeczą w dzisiejszych czasach. I lepszą rzeczą będzie informowanie i współpracowanie, niż chowanie głowy w piasek.
Mam tylko nadzieję, że wspomniany portal będzie uaktualniany i nie umrze śmiercią naturalną. Dobre wrażenie zrobiła na mnie list otwarty pani Joanny Kluzik-Rostkowskiej (Ministra Pracy i Polityki Społecznej) opublikowany na stronie głównej. Choćby dlatego, że zaczyna się słowami - "Wracajcie! :)". Apel, ale z uśmiechem, bez patosu i innych zaklęć. Po prostu, list skierowany do młodych ludzi na portalu dla nich stworzonym, w języku dostosowany do miejsca i adresata. Tak trzymać!
Wracając jednak do artykułu w Wyborczej:
Rządowy plan "Powrót" ma się składać z kilku części. Pierwsza to... dzieci. - Kiedy w marcu byłam w Irlandii, było tam 100 tys. Polaków legalnie i drugie tyle nielegalnie. Jednak wniosków o dofinansowanie na dzieci złożyli tylko 4 tys. To oznacza, że młoda polska emigracja jeszcze nie ma dzieci. Ale wkrótce będzie chciała je mieć i wtedy zacznie się problem - opowiada minister.
Jej zdaniem, jeśli najmłodsi Polacy będą słabo mówić po polsku, to dla ich rodziców będzie to argument za pozostaniem na obczyźnie. Dlatego Ministerstwo Edukacji Narodowej ma rozpocząć prace nad wprowadzeniem nauki języka polskiego do szkół w państwach, gdzie mieszka dużo Polaków.
Szczerze mówiąc, nie wiem skąd pochodzą dane przytoczone przez panią minister, ale coś mi się kłócą z moimi spostrzeżeniami. Przez ostatnie trzy lata, w moim towarzystwie (powiedzmy, około pięćdziesięciu osób) było dziesięć ślubów i urodziło się jedenaścioro dzieci. Więc idąc tokiem myślenia pani minister - problem już jest. Pomysł z wprowadzeniem nauki języka polskiego do szkół w innych państwach wydaje się być realnym, ale myślę, że Polskę na niego nie stać. Za dodatkowe zajęcia ktoś musiałby zapłacić, a nie sądzę, aby jakiś kraj zdecydował się na dofinansowywanie pomysłów polskiego rządu.
Myślę też, że dodatkowym czynnikiem negatywnym tego rozwiązania są sytuacje szkolne doświadczane przez polskie dzieci. Prasa polonijna zbyt często pisze o problemach, bójkach czy braku akceptacji, aby to był jednostkowy problem. Spodziewam się też, że parę osób zdecyduje się właśnie na powrót, żeby dzieci chodziły jednak do polskiej szkoły.
Wracając jednak do samego kształcenia dzieci w innym kraju. Nasza parafialna szkoła "sobotnia" - oficjalna nazwa "Szkoła Przedmiotów Ojczystych" - przeżywa prawdziwy najazd dzieci i rodziców. I z tego co wiem, musiała odmówić miejsca w paru przypadkach. Może więc MEN zainteresuje się wspomożeniem takich szkół. Na dzień dzisiejszy, w Wielkiej Brytanii działa Polska Macierz Szkolna, która koordynuje nauczanie w kilkudziesięciu szkołach na terenie tego kraju - istnieje więc partner do rozmów. Myślę, że warto porozmawiać o programie, podręcznikach oraz... egzaminach! Jednym z częstych problemów są polskie egzaminy gimnazjalne i maturalne - nie można ich zdawać za granicą.
Na sam koniec - dlaczego patrzę pozytywnie na ten program? Gdyż czas na czcze hasła minął. Wirtualna Polska Partia Emigrantów zagłosowała nogami, co stworzyło problemy gospodarcze (co wszyscy widzą i się ich boją) i społeczne (które cicho istnieją i czasem się objawiają się w internetowej dyskusji). Teraz jest czas działania - co dotarło to w końcu do politycznych liderów.
Byłbym głupi, gdybym założył, że działania polskiej władzy będą od razu sprawne i skuteczne, ale przynajmniej rząd wydaje się być chętny do pracy, aby zmienić sytuację. W przeciwnym razie - będzie dosłownie jak z Urbana - rząd się sam wyżywi. Nadal więcej młodych wyjeżdża niż wraca.