Naskrobię parę słów o londyńskim metrze, zwanym czule Rurą albo Kanałem (ang. Tube) przez miejscową ludność. Ciekawe, że w przypadku utknięcia w metrze (co czasem się zdarza), polskie wyrażenie wpuścić kogoś w kanał nabiera całkiem nowego znaczenia.
Ale do rzeczy. Poranna podróż metrem zacząła się od pikiety pracowników mojej lokalnej i bardzo peryferyjnej stacji. Okazało się, że szefostwo metra, chce zamknąć kasę biletową i miejscowi pracownicy (plus pomoc ze związku zawodowego) urządzili protest - z ulotkami i listą przeciwko temu pomysłowi. Właściwie to byłem przeciw, ale po krótkim namyśle - zmieniłem zdanie. W peryferyjną kasą biletową miałem do czynienia trzy razy - i za każdym razem była to porażka. Raz się okazało, że nie można u nich dostać kart Oyster, więc ekipa czterech osób musiała kombinować gdzie takie karty dostać. Za drugim razem - nie działały bramki i dziwne rzeczy się pojawiały na karcie - zabierało pieniądze, nie wpuszczało. Pani w kasie nie potrafiła tego odkręcić i skończyło się na półgodzinnym wiszeniu na telefonie. Ja rozmawiałem z obsługą klienta, a oni dzwonili do lokalnej kasy po wyjaśnienia. Za trzecim razem, bramki przy wejściu gdzieś w centrum policzyły sobie podwójnie za przejazd. Czasem to się zdarza, szczególnie na Oxford Street - na stacji Bank, sprzedawca w kasie potrafił zwrócić pieniądze w 30 sec. Pani w lokalnej kasie po pięciu minutach się poddała i dała wizytówkę do biura obsługi klienta. (I znowu dobre parę minut na telefonie). Podsumowując - niech zamkną te kasy, bo i tak nie ma z nich pożytku.
Zawsze zastanawiałem się dlaczego ludzie tak namiętnie słuchają muzyki w metrze. Oczywiście chodzi o wyłączenie z otaczającej rzeczywistości (choć do tego przydałyby się także maski z filtrem na twarzy). Dzisiaj wsiadła do wagonu dziewczyna o kulach. Oczywiście wszyscy zaczęli udawać, że jej nie widzą, więc zapytała głośno o ustąpienie miejsca. Biedny gościu bez słuchawek na uszach - nie mógł już udawać, że nie wie o co chodzi. A na reszcie twarzy pojawił się błogi uśmiech - kolejna rafa ominięta.