Całkiem niedawno wpadł mi w ręce numer Gońca z artykułem o przebojach z wyspiarską służbą zdrowia. Moim drobnym zdaniem, każdy kto się z nią zetknął, musi być pełen podziwu jak ona potrafi być niesprawna. A co lepsze okazuje się, że polska służba nie funkcjonuje tak najgorzej. Oczywiście zawsze można ponarzekać, ale akurat ten kawałek gospodarki jest jak studnia bez dna, jeśli chodzi o wkładanie pieniędzy.
Swego czasu czekałem długo na wizytę u specjalisty i list ze szpitala. Kiedy list przyszedł zawierał treść, że za trzy miesiące prześlą następny, bo na razie nic nie mogą zrobić. Drugiego listu nigdy nie dostałem.
Ale najbardziej wkurzające jest zarządzanie - szefowie i dyrektorzy z NHS dostają naprawdę duże pieniądze, które nijak się nie przekładają na jakość usług. Dostałem list, w którym zostało napisane, że jeśli nie odpowiem w ciągu trzech tygodni - to wylecę z kolejki czekających na skan. Innymi słowy, jeśli pojedziesz na dłuższe wakacje i akurat dostaniesz taki list, to tracisz leczenie. Jak miło z ich strony. W treści listu jest także: "Proszę zadzwonić na powyższy numer pomiędzy 9:30, a 16:30 w dowolny dzień roboczy". Dzwonić można - ale jest to zabawa w głuchy telefon.
Jednak ostatni list zupełnie mnie załatwił - list na kolejne badanie wysłany na siedem dni przed badaniem. Można czekać na nie sześć miesięcy, a szpital wyśle list na parę dni przed nim i oczywiście z prośbą o informację, jeśli nie można się pojawić. I znowu - tygodniowe wakacje załawiają taką wizytę na amen. Ciekawe ile takich wizyt nie dochodzi do skutku? Z drugiej strony - szpital siejąc taki horror powoduje, że ludzie trzęsą portkami, żeby tylko im nie przepadła wizyta.
Chyba sobie zrobię podyplomowe studia z zarządzania w NHS - na tym na pewno da się zarobić.