Parę dni temu przeczytałem całkiem ciekawy felieton Piotra Gabryela w "Rzeczpospolitej". (Linka nie załączę, bo archiwum jest płatne. Kto chce, ten znajdzie). Autor pisze między innymi: A jednak to nieprawda, że nieobecni nie mają racji, przynajmniej nie wszyscy i nie zawsze. Na przykład wirtualna Polska Partia Emigrantów całkiem realnie i to bez chwili wytchnienia zmienia Polskę, choć ani jednego jej członka w Polsce nie ma. Spodobała mi się teoria wirtualnej Polskiej Partii Emigrantów, do której zupełnie niewirtualnie przyłącza się co raz więcej osób. Ale też chciałem zwrócić uwagę, na aspekt ich nieobecności w kraju.
Często można przeczytać o miliardach funtów, euro albo dolarów wysyłanych do Polski. W ten sposób poprawiana jest stopa życia ludzi w kraju. Z drugiej, już strony sama nieobecność powoduje zwiększone dochody rodzin - gdyż nie trzeba utrzymywać bliskich bezrobotnych. Z moich spostrzeżeń wynika, że ciężko teraz spotkać spotkać młodego faceta na garnuszku rodziny. To jest niemodne i niemile widziane przez wszystkich - teraz modny jest wyjazd do pracy.
Parę osób (i artykułów) zwraca uwagę na koszty społeczne emigracji. Nie można powiedzieć, że ich nie ma; szczególnie w przypadku rodzin. Natomiast w przypadku "pięknych dwudziestoletnich" wyjazd za granicę zastępuje powszechną służbę wojskową - daleko od rodziny, dostaje się w dupę, trzeba sobie poradzić, a przejścia cementują przyjaźnie. Prawdziwa szkoła charakteru, szczególnie, że działka trawy kosztuje dwie godziny pracy.