Myślę, że wiele osób chciałoby teraz zanucić bardzo już klasyczny kawałek Defektu Muzgó:
Wszyscy jedziemy na tym samym wózku
Od strachu ratuje nas tylko defekt mózgu
Bez dwóch zdań pracownicy Lehman Brothers mogą się czuć jak na wózku górskiej kolejki. Albo na wózku szalonego pracownika magazynu. Praktycznie każdy dzień przynosi jakąś nowa wiadomość dotycząca Lehmana i sektora finansowego. I wydaje sie ze nawet komentatorzy i analitycy, którzy obserwują dokładnie wszystkie wydarzenia, nie są w stanie klarownie wytłumaczyć całą sytuację. Nie mówiąc już o jakichkolwiek prognozach. Wiec tak zwana szeroka publika nawet nie próbuje zrozumieć co się dzieje i uważa, że bogatym bankierom należał się klaps. I to taki porządny.
Niestety są ludzie pracujący w biurach, którzy bardzo śledzą komentarze i opinie. Bo - wszyscy jadą na tym samym wózku - i nie wiadomo, kto będzie następny. Ponury żart mówi, że należy oglądać wieczorne wiadomości, aby się dowiedzieć czy jutro warto iść do pracy. O ostatecznym losie Lehmana zadecydowały weekendowe negocjacje szefostwa banku - taki nocny poker o dużą stawkę, gdzie chyba ktoś zablefował ze słabą ręką. Dużą stawką w tym przypadku była przyszłość pracowników i akcjonariuszy Lehmana, bo szef – Dick Fuld - i tak dostał przez ostatnie siedem lat około 300 milionów dolarów wynagrodzenia.
Gwoli ścisłości to właśnie szef Lehmana był twórcą jego potęgi i największym indywidualnym udziałowcem. W ciągu pół roku z multimiliardera stał się zwykłym milionerem. Jednak nie przewidział kiedy wyjść z gry. Z punktu widzenia cynika – Dick Fuld chyba za rzadko grał w golfa z amerykańskimi politykami. Konia z rzędem temu, kto potrafi wyjaśnić dlaczego Fed nie pomógł Lehmanowi a wsparł AIG i pozwolił na przekształcenie Morgan Stanley i Goldman Sachs z banków inwestycyjnych na normalne banki komercyjne, a zablokował taki ruch Lehmana miesiąc wcześniej.
O ile można współczuć udziałowcom, to każda inwestycja jest obarczona ryzykiem, więc mogli się liczyć z wieloma wypadkami. Jednak to pracownicy zapłacili więcej za błędne decyzje szefa. Stan niepewności jaki im został zafundowany potrafiłby przygnieść każdego. Doświadczona część pracowników automatycznie przepakowała zawartość swojego biurka do pudeł. Inni dalej wierzyli, ze będzie im dane pracować dalej w tym samym budynku i przy tym samym biurku. Co po części okazało się prawdą parę dni później, gdy amerykańską cześć Lehmana kupił Barclays Capital. Jednak brytyjscy pracownicy nie mieli aż takiego szczęścia. Krytycznej nocy z londyńskiego centrali wyparowało osiem miliardów funtów, które zostały przesłane do centrali. Likwidator, PricewaterhouseCoopers nie potrafił stwierdzić czy będą pieniądze na wrześniowe wypłaty, ale przy okazji zagroził, ze nie stawienie się w pracy będzie oznaczało brak zapłaty. Więc pracownicy mogli tylko siedzieć i oglądać Bloomberga albo CNBC. Skąd mogli się dowiedzieć, że jedną część kupi Nomura, kolejną Barclays Capital, a innej nikt nie chce.
I to właśnie robi całe City teraz – wpatruje się w telewizory, gdzie kolejne nazwy banków pojawiają się w codziennych relacjach – wczoraj HBOS, dzisiaj UBS, a jutro RBS... Wielka karuzela wielkich finansowych problemów nakręcana strachem. Kto z niej wypadnie?