Czase dostaję maile od ludzi z różnych gazet, czy nie opowiedziałbym o swoich emigracyjnych doświadczeniach. Raz nawet dostałem telefon z polskiego Newsweeka. Wszystkie takie propozycje jednak odrzuciłem z prostego powodu - moje doświadczenia emigracyjne nie przydadzą się nikomu - przyjachałem (wyjechałem) całkiem dawno i warunki były zupełnie inne. Świat się zmienia, a ja nie chcę być ostatnim ramolem opowiadającym bajki o "jajach kobyły" ("-Ja jako były...").
Rozmawiając o doświadczeniach emigracyjnych, bardzo podobają mi się bardzo optymistyczne wypowiedzi pań (albo dziewczyn) pełne zachwytu nad łatwością życia. Po pewnym czasie okazuje się, że ta angielska łatwo życia wynika ze związku małżeńskiego z lokalnym facetem. Ja jestem pełen podziwu dla łatwości kupowania domu i jego remontu od podstaw. Przecież to takie łatwe, prawda? Miło także wspominam rady pewnej pani, że dla kupna domu na Wyspie wystarczy tylko dwuletni pobyt i ona tak zrobiła. Między wierszami wyszło, że właściwie za dom zapłaciła rodzina.
I dlatego też zacząłem zbierać prawdziwe Historie z życia. (Poradnik ma być jak najbardziej przydatny, ale nie oddaje moim zdaniem ducha emigracyjnych wyzwań.) Nie szukam spowiedzi, nie szukam pamiętników - szukam historii, które pomogą w życiowych decyzjach. Jeśli napisałeś coś podobnego gdziekolwiek - na forum czy w mailu - zapraszam do wzbogacenia "mojej" kolekcji.