Historia Czerwonego Kena

Zbliżają się wybory burmistrza Londynu, więc przy okazji opowiem może historię Czerwonego Kena, czyli Kena Livingstone'a. Jest on urzędującym burmistrzem i głównym pretendentem do wygrania następnej kadencji. Niezależnie od tego, co się myśli o Kenie – jedno wszyscy przyznają – facet jest nie do zdarcia. I nie jest to tuzinkowa postać, która przemija razem z wiatrem.

Ken Livingstone wypłynął na szerokie wody na początku lat osiemdziesiątych, kiedy to akurat wpływy Partii Pracy wydawały się być najmniejsze. A Ken miał poglądy bardzo lewicowe, nawet jak na swoją partię, stąd jego przydomek. W Londynie od połowy lat sześćdziesiątych istniała Rada Wielkiego Londynu (Greater London Council), w której zasiadał też Ken. W wyniku wewnątrzpartyjnej wolty Ken został przewodniczącym Rady. I wtedy się zaczęło – oprócz obniżek cen biletów autobusowych, potrafił zaprosić szefów Sinn Fein oraz ogłosił Londyn strefą zdenuklearyzowaną. Ale najbardziej podpadł ówcześnie rządzącej Żelaznej Damie wielkimi billboardami antyrządowymi umieszczonymi na budynku Rady. Konserwatystom działania Rady na tyle się uprzykrzyły, że w 1984 zmieniono prawo i Rada przestała istnieć.

Parę lat później Ken został posłem, ale kariery partyjnej nie zrobił i w parlamencie siedział w ostatnich ławkach. Z drugiej strony Czerwony Ken nigdy nie stronił od mediów – jego komentarze i listy można cały czas przeczytać w darmowych dziennikach. Jednak największą sławę przyniosły mu lata dzieiwiędziesiąte, kiedy to często pojawiał się w telewizji – również tej satyrycznej. Przyszły burmistrz brał udział także w reklamie sera zwanego nomem omen Red Leiceter czyli Czerwony Leiceter.

Drugie życie Kena przyszło w roku 2000 razem z nowym tworem - Greater London Authority czyli Urzędu Wielkiego Londynu, któremu szefuje bezpośrednio wybrany burmistrz. Ken był jednym z faworytów, ale musiał najpierw zostać nominowany przez własną Partię Pracy, a tej – po przewodnictwem Tonego Blaira – raczej się nie śpieszyło z takim wyborem. Po przegranych wyborach wewnątrzpartyjnych, Ken ogłosił się kandydatem niezależnym (został natychmiastowo wyrzucony z partii), po czym… wygrał wybory na burmistrza! Tony Blar później publicznie przyznał, że mylił się co do Kena i jest on dobrym gospodarzem Londynu. Co pomogło Czerwonemu Kenowi wrócić do Partii Pracy i skutecznie ubiegać się o kolejną kadencję jako burmistrz.

Czerwony Ken w ramach swojej kameleonowej natury ostatnio sprzedaje się jako zielony polityk o ultra-ekologicznych poglądach. Przy wprowadzaniu opłat za wjazd do centrum miasta podkreślano, że chodzi o zmniejszenie ruchu samochodowego i rozładowaniu korków. Stąd nazwa Congestion Charge czyli opłata za zwiększenie ruchu na ulicach. W ramach programu – według ogłoszeń i reklam – dochód z opłat zostaje przeznaczony na rozwijanie transportu publicznego. Okazało się jednak, że koszty obsługi całego systemu są tak wysokie, że praktycznie dochodu nie ma.

Po paru latach została nazwa Congestion Charge, ale zmieniły się cele i wysokość opłat. Od samego początku z opłat za wjazd zostały zwolnione samochody na paliwo alternatywne – prąd i gaz. Następnie Ken stwierdził, że należy się dobrać do skóry najbogatszym, czyli jeżdżącym po Londynie dużymi terenowymi samochodami. Stąd wprowadzenie specjalnych opłat na te samochody zwanymi powszechnie Chelsea tractors od bogatej dzielnicy Londynu. Z jednej strony – opłata może i słuszna, gdyż Londyn nie jest najlepszym miejscem na ogromne terenówki. Natomiast z drugiej – ciężko się oprzeć wrażeniu, ze Ken walczy z klasą średnią za pomocą dowolnych środków. Przy okazji postanowił znieść ulgę dla samochodów z napędem gazowym, czym zdenerwował osoby, które zainwestowały w instalację właśnie z tego powodu. Oraz postanowił wprowadzić darmowe opłaty dla samochodów małolitrażowych, co jest ruchem zupełnie w przeciwnym kierunku niż ekologiczny i zmniejszający ruch w centrum.

Trzeba jednak przyznać, że Ken żyje według ekologicznych zasad, które propaguje. W drodze do pracy korzysta z publicznego transportu i można go spotkać maszerującego chodnikiem w płaszczu i z plecaczkiem. Jeśli się go zauważy! Mi udało się o mało co go nie potrącić, gdy wpadł spóźniony na spotkanie. Ken nie należy do wysokich osób, grzecznie powiedziawszy.

Myślę, że warto wspomnieć o języku Czerwonego Kena, gdyż pod tym względnie zupełnie nie pasuje do angielskiej klasy cyników politycznych. Potrafił nazwać Izraelskiego premiera Ariela Sharona – zbrodniarzem wojennym, a Georga W. Busha – największym zagrożeniem dla życia na tej planecie. Przy okazji oskarżył także zachodni świat, że w w celu podporządkowania sobie produkcji ropy naftowej, stworzył monstra typu Bin Laden – finansował ich, uczył zabijać i robić bomby, a nie przewidział, że monstra mogą się obrócić przeciwko ich stworzycielom.

Najsłynniejsza jednak sytuacja miała miejsce po pewnym raucie, gdzie Ken zaczepiony przez dziennikarza porównał go do nazistowskiego funkcjonariusza. Dziennikarz okazał się być żydowskiego pochodzenia i pracował dla Evening Standard, co sprowokowało poniekąd całą sytuację, gdyż Evening Standard i Daily Mail mają jednego wydawcę. A z prawicowym Daily Mail Czerwony Ken ma na pieńku poniekąd od zawsze. Tony Blair, londyńska gmina żydowska i londyńska rada miejska wezwały Kena do przeprosin. Ken nie przeprosił, a cała sprawa skończyła się czterotygodniowym zawieszeniem Kena w obowiązkach burmistrza z powodu zachowania niegodnego tegoż urzędu.

Jeśli więc Zjednoczenie Polskie wystosowało zażalenie na Daily Mail, to była wręcz woda na młyn Kena. Oczywiście poparł inicjatywę, a przy okazji stworzył akcję wyborczą wśród Polaków „Poles for Ken”. Ale czy Ken wygra następne wybory? Mam nadzieję, że nie – czas czerwonych dinozaurów minął.

Odpowiedzi

Ken Livingstone

a nie Ken Livingston!

Nie da się ukryć!

Byk jak się patrzy! Już poprawione ;)