Dwie drogi

Porównywanie Londynu do Rzeszowa nie ma większego sensu, ale ja chciałbym porównać nie same miasta, co pomysły na ich zarządzanie. A w szczególności - o stosunek do samochodów i komunikacji zbiorowej. Szczególnie, że obaj burmistrzowie są z politycznego lewego skrzydła.

Podejście londyńskie jest chyba znane każdemu - samochodów ma być jak najmniej w centrum miasta. I władze miasta robią wszystko, aby tak się stało. Najpierw pojawiły się wyznaczone pasy dla autobusów, potem zlikwidowano nieliczne dla nich zatoczki, aby nie miały problemów z włączaniem się do ruchu. Pojawiła się też słynna oplata za wjazd do centrum (Congestion Charge). Przy okazji zainwestowano znaczne pieniądze w komunikacje miejską - autobusy londyńskie znacznie się poprawiły. Niektóre ostatnio wybudowane budynki mieszkalne nie mają miejsc parkingowych dla samochodów prywatnych, tylko dla wspólnie dzielonych samochodów.

Miejsce parkingowe w centrum są płatne, albo należy mieć pozwolenie jako rezydent. Strefa wymaganych pozwoleń rozciąga się już do trzeciej strefy! (Londyn jest podzielony na sześć koncentrycznych stref, gdzie pierwsza strefa to ścisłe centrum). Płatne miejsca postojowe na ulicach centrum mają także limity czasowe - dotyczące czasu postoju i możliwości powrotu na zajmowane wcześniej miejsce. Parkingi całodniowe kosztują w centrum od dwudziestu funtów wzwyż.

Innymi słowy - życie samochodziarza w Londynie to piekło (O jeździe w piekle już pisałem.) I dlatego Clarkson (prezenter Top Gear) tak bardzo nie lubi Czerwonego Kena (burmistrza Londynu). Myślę, że ze wzajemnością.

Z drugiej strony mamy Rzeszów, gdzie nadrzędnym priorytetem jest ruch samochodowy. Władze miasta postanowiły zamienić każdy możliwy kawałek chodnika lub trawnika na miejsca parkingowe. Co oczywiście tylko skłoniło ludzi do jeszcze większego polegania na samochodach. I parkowania praktycznie wszędzie: doświadczyłem samochodu zaparkowanego na chodniku w kształcie trójkąta, do którego dochodziły przejścia dla pieszych. Co moim zdaniem było szczytem idiotycznych samochodziarskich zachowań.

W Londynie tak zaparkowany samochód byłby szybko zabrany na lawecie, ale w Rzeszowie - samochód jest królem. Jest królem do tego stopnia, że można być otrąbionym idąc po chodniku, bo kierowca właśnie znalazł wolne miejsce i musi do niego jak najszybciej dojechać.

W samym centrum Rzeszowa wyznaczono strefę dla pieszych, która nota bene jest bardzo ładnie wybrukowana i urządzona. Tylko co z tego, jeśli poruszają się po niej samochody policji i zaopatrzenia! I - według slow taksówkarza - taksówkom także wolno tam wjeżdżać. Zaiste ciekawe rozwiązanie.

Rzeszowskie autobusy miejskie to osobny temat. Zapach starego Jelcza jest specyficzny. Dla mnie, prywatnie jest on nostalgiczny, gdyż nie mieszkam w Polsce od pewnego już czasu. Ale gdy to był zapach mojej codziennej podroży do pracy to chyba bym sczezł szybko. Małżowinka moja, widząc plakaty i reklamy w autobusie stwierdziła - "Patrz, tak jak w londyńskim metrze!". Tylko, ze w Londynie reklamy są w zaprojektowanych do tego miejscach, a nie na oknach!

Po za tym cena za przejazd autobusem w wysokości dwóch złotych wydaje się być wysoka. Szczególnie jeśli się ją porówna do ceny londyńskiej - czterech złotych. A przecież zarobki londyńskie i rzeszowskie ciężko porównywać. Częstotliwość kursowania autobusów rzeszowskich tez pozostawia wiele do życzenia.

Całe rzeszowskie podejście do tematu dobrze obrazuje list od gazety, w którym autor postuluje wprowadzenie płatnych miejsc parkingowych wokół głównego targowiska, gdyż non-stop parkują tam samochody dostawcze handlujących i on nie może zaparkować w pobliżu. Autor ma poniekąd rację - miejsca postojowe w atrakcyjnych miejscach powinny mieć wymuszoną rotację. Z drugiej strony - towar jakoś trzeba dowieźć, a domaganie się miejsca do parkowania w centrum jest dla mnie wyznacznikiem lokalnego przyzwyczajenia. Zupełnie jednak rozbawiła i zdziwiła mnie odpowiedź miejskiego urzędnika, który stwierdził mniej więcej, że jest to znany problem i nie planuje się wprowadzenia żadnych opłat za parkowanie. Opracowywana jest natomiast koncepcja kompleksowego rozwiązania problemu.

Kompleksowe rozwiązywanie problemu, który się samemu stworzyło. Może jakieś wielopiętrowy parking? Podziemny oczywiście, który będzie darmowy i zapcha się w ciągu dwóch miesięcy. Jak szaleć, to na całego.

Co wiec ostatnio zrobiłem pierwszego dnia po przyjeździe do Rzeszowa? Pożyczyłem samochód. Jak to mówią: jeśli wejdziesz między wrony, musisz krakać tak jak one.

Chyba sie przeprowadze do

Chyba sie przeprowadze do tego Rzeszowa:)