Cyrk przyjechał, cyrk przyjechał! Występuje Ryszard Kalisz

Skłamałem w poprzednim wpisie, że tylko Nowy Czas i Goniec zauważają wybory. Tym razem wywiad z Cooltury - z Ryszardem Kaliszem rozmawiał Kordian Klaczyński. I może z powodu, iż Cooltura i PRL były patronem wizyty Kalisza w Londynie, pytania były raczej z gatunku tych grzecznych.

W moim poprzedniej notatce minąłem się z prawdą, że tylko Manuela Gretkowska poznała smak emigracyjnej fasolki z puszki. Ryszard Kalisz też pracował w Londynie. A dokładniej: Pracowałem tu jako murarz – budowałem dom na Chelsea. Byłem pomocnikiem kucharza w klubie muzycznym przy Margaret Street – to taka boczna uliczka niedaleko Oxford Street. Kiedyś w Londynie byłem nawet sprzedawcą. Szczerze mówiąc nawet rozumiem dumę z bycia sprzedawcą - pamiętając swoje restauracyjne przygody na wakacyjnych saksach. Z drugiej strony - moja wyobraźnia szwankuje przy obrazku: dwudziestoletni Ryszard Kalisz układa cegły ;)

Ciekawszy kawałek wypowiedzi znajduje się trochę poniżej: Ciekawostką jest, że z tych ludzi, z którymi wtedy przyjechałem, to tylko ja wróciłem do Polski. Część z nich mieszka do dziś w Londynie, a część w innych krajach na świecie. Dla mnie ciekawostką jest dlaczego nasz bohater wrócił. Może dlatego, że robił karierę w ZSMP i PZPR? (dla młodszych czytelników: ZSMP = Związek Socjalistycznej Młodzieży Polskiej, młodzieżówka PZPR). Kariera była na tyle udana, że już w wieku dwudziestu jeden lat został członkiem jedynej słusznej siły przewodniej narodu. Na wszelki wypadek ten przecież mało istotny szczegół życia został przemilczany na oficjalnej stronie polityka. Jak się ma po co wracać, to się wraca, prawda panie Ryszardzie?

Postulaty LiD w sprawie abolicji znamy już z rozmowy z Markiem Borowskim, a i moje zdanie w tej kwestii już wcześniej przedstawiłem. Intrygująca jest jednak dalsza część wypowiedzi: A dowiedziałem się niedawno, że z tego powodu pewna część osób po prostu do Polski nie jeździ, bo się boją. W ich miejscach zamieszkania pojawili się bowiem komornicy, poprzez których urzędy skarbowe próbują ściągnąć te zaległe pieniądze. Moim zdaniem, ktoś tu kłamie - albo Kalisz, albo jego informatorzy. Polacy nie boją się jeździć do Polski z powodu skarbówki, oni się boją tam wrócić i zainwestować pieniądze. O komorniku też nikt nie słyszał - musiałoby być przeprowadzone postępowanie skarbowe. Natomiast słyszałem - i to z pierwszej ręki - o strachu przed WKU i ich wizytami w domach. Niestety tego wątku brak.

Przejdźmy teraz do, moim zdaniem, clue rozmowy. Prowadzący się mówi: Niektórzy z nich nie wyjechali bowiem z kraju z powodów finansowych. Po prostu nie podoba im się mentalność kraju, czy nawet pewne elementy polskiego prawa. Po czym porusza temat homoseksualistów i Ryszard Kalisz staje za nimi murem. Akurat tak się zdarzyło, że polscy homoseksualiści wyjeżdżali do Londynu od zawsze, także gdy SLD było u władzy. Z moich rozmów wynika, że bardziej niż prawo, przeszkadzała im polska nietolerancja i wielkość środowiska. Przykładem niech będzie jedyna gejowska knajpa w jednym z miast, która gdy zyskała sławę, wtedy pół miasta chciało się tam bawić, a drugie pół - spalić.

W temacie mentalności - prowadzący rozmowę podsuwał kolejne "polityczne ciasteczka": relacje z kościołem, mundurki szkolne czy miękkie narkotyki. Oczywiście są tematy, gdzie lewicowy polityk może błyszczeć. A mnie strasznie drażni coś innego - "kolesiowata" mentalność polskich polityków, a szczególnie tych lewicowych. To właśnie Ryszard Kalisz wnioskował o uniewinnienie Zbigniewa Sobótki, a prezydent Kwaśniewski to przyklepał. Dlaczego o tym nie rozmawiano? Przecież to było tylko dwa lata temu!

Podsumowując, LiD się bardzo stara przekonać do siebie młodych emigrantów. I ma szansę to zrobić, ale gdy tylko zeskrobie się trochę świeżej farby, wychodzi rdza.