Cyrk przyjechał, cyrk przyjechał! Występuje Manuela Gretkowska

Partia Kobiet ma szansę być "Stanem Tymińskim" tegorocznych wyborów. Trochę z znikąd i program partii raczej nie jest znany. Oczywiście można się domyślać, że sytuacja kobiet będzie najważniejszym punktem zainteresowania, ale to są tylko domysły. Ku powszechnemu zdziwieniu, Partia Kobiet jest bardzo popularna wśród emigracji - gdyby tylko brać ich głosy po uwagę, partia miałaby szansę na wejście do Sejmu.

I znowu przychodzi mi komentować wywiad z Nowego Czasu. (Pisałem już, że praktycznie czytam tylko Nowy Czas i Gońca Polskiego, ale inne gazety nie zauważają wyborów!). Rozmowa z Manuelą Gretkowską dotyczy głównie Partii Kobiet i jej źródeł, ale dotyka też emigranckiego życia. Manuela Gretkowska jest jedynym politykiem - nawet z drugiego i trzeciego rzędu - który doświadczył obcego chleba i problemów życia za granicą.

Manuela mówi: Trzeba wprowadzić reformy, które zmienią gospodarkę, nastawić się, jak w Irlandii, na gospodarkę wiedzy. Czy to jest coś nowego? Każdy od PiSu po LiD mówi to samo - będziemy Irlandią albo Hiszpanią. Pani Manuelo, może jakiś konkret?

Następne zdanie jest ciekawsze: Politycy boją się w Polsce stanowczych zmian, bo boją się o populistyczny elektorat. Tutaj się kryje pewnego rodzaju paradoks - moim zdaniem, niepopulistyczny elektorat akurat wyjechał. Więc akurat należy dbać o ten elektorat, który mieszka w Polsce i którego głosy bardziej się liczą. Natomiast patrząc na ostatnie stanowcze zmiany zaprowadzane przez polityków - naprawdę należy się tego bać.

Też byłam emigrantką, wiem jak to jest być daleko od rodziny i bez pieniędzy. Ale każdy taki emigracyjny dzień to kapitał doświadczeń i warto wytrwać - mówi w wywiadzie szefowa Partii Kobiet. Jak dla mnie jest to trochę dwuznaczne. Osoby będące krótko na Wyspach, a zwłaszcza rozdzielone z rodziną mogą to odczytać: "ja was rozumiem, ja też cierpiałam, ale warto było cierpieć, więc jeszcze się pomęczcie". Jednak coś w tym jest - każdy na Wyspach musi zjeść swoją dawkę pieczonej fasolki (baked beans) i jeśli się nie podda - zyska doświadczenie i mądrość. Jak to sformułował Nietzsche - Co mnie nie zabija, to czyni mnie silniejszym.

I nas sam koniec: Dla mnie patriotyzm to bycie szczęśliwym, harmonijnym człowiekiem, obojętnie gdzie. To jest dla mnie jakieś pomylenie pojęć:patriotyzm oznacza umiłowanie kraju, a nie filozofię życia. Można dyskutować, jak wygląda nowoczesny patriotyzm i czy to pojęcie ma jakikolwiek sens w czasach kosmopolitycznego świata; ale bycie szczęśliwym człowiekiem jako wyznacznik patriotyzmu? To jest dla mnie jakaś porażka intelektualna.

I to właściwie byłoby na tyle programu Partii Kobiet w stosunku do emigrantów: parę zaklęć, wspólnota przeżyć z jej przewodniczącą i parę nieprzemyślanych spraw.