W ramach kampanii przedwyborczej nasze skromne londyńskie progi odwiedził niedoszły prezydent RP - Donald Tusk. W tym samym mniej-więcej czasie, przydent RP wojował po drugiej stronie oceanu. Każdy więc grał pod swoją publikę - Donald Tusk pod młodych, zbuntowanych i świeżych emigrantów, Lech Kaczyński pod starszych i bardziej sentymentalnych. Spotkanie w POSKu podobno było burzliwe i zabrakło miejsc, nawet stojących.
Przy okazji ukazał się wywiad w Gońcu Polskim (Nr 39 z 28 września) przeprowadzony przez Waldemara Piaseckiego. Donald Tusk mówi: [Państwo] powinno stać murem za naszymi za granicą i starać się im tam pomóc w obronie ich interesu przed władzami lokalnymi. Lobbować za nimi. Następnie proponuje stworzenie Rzecznika Interesu Imigracyjnego, który powinien się zajmować - cytuję: Instytucjonalną obroną interesu Polaków za granicą. Po czym następuje cała lista rzeczy, które rzecznik "wymusi" albo będzie "żądać".
Z mojego punktu widzenia to jest odwracanie kota ogonem. Tutejsza lokalna władza obchodzi się ze mną czasem jak z jajkiem. Potrafi przysłać mi ulotki w języku polskim, na wypadek gdybym nie rozumiał po angielsku. W listach ze szpitala zawsze jest opcja wyboru tłumacza. Rzeczy, czasem tak skomplikowane jak podatki, można załatwić przez telefon. Nikt się nie dziwi, gdy występuję w roli pośrednika-tłumacza, gdyż każdemu zależy na jasności. W czym może pomóc tutaj rzecznik?
Dziwię się też, że lider PO, która pragnie budować społeczeństwo obywatelskie, zaczyna od budowy stanowisk, a nie społeczności. Moim zdaniem zarówno w interesie Polski, jak i Polonii jest wspomaganie lokalnych stowarzyszeń polonijnych. Sprawne stowarzyszenia potrafią lepiej rozmawiać z lokalnymi władzami i z nimi współpracować, ku obupólnemu pożytkowi. Lokalne organizacje znają lokalne potrzeby i uwarunkowania, a to że nie mogą "wymuszać" albo "żądać" nie przeszkadza w ich działalności. Przykładem niech tutaj będzie Zjednoczenie Polskie albo Polish Professionals in London. Aby jednak przedsięwzięcia stowarzyszeń były skuteczne muszą być skoordynowane z działaniami konsulatu.
I chyba tutaj jest pies pogrzebany. Nikt tak nie poniży Polaka jak jego własny konsulat. Donald Tusk jest tego świadom: Nasze konsulaty to osobny temat. Ich funkcjonowanie zakrawa często na skandal. Ciekawy jestem, czy jest świadomy, że w Londynie na polski paszport trzeba czekać dziewięć miesięcy! Pięć miesięcy na spotkanie paszportowe, a cztery na sam paszport. To jest chyba niechlubny rekord świata, a już na pewno w Unii. Sprawy paszportowe to jedna z najbardziej bolących spraw, ale nie jedyna. W polonijnej pamięci zostają nieustające problemy z rejestracją na wybory albo referendum, wiecznie głuchy telefon czy ogromne kolejki podczas referendum unijnego. Ale ówczesny konsul przeszedł samego siebie organizując reklamowany Festiwal Polski w Regent's Park i nie raczył poinformować, że to tylko dla wybranych gości. Potem, w wywiadzie stwierdził, że festiwal nie był dla plebsu. Ilość Polaków całujących klamkę była tak spora, że festiwalowa kapela góralska wyszła na zewnątrz pograć dla ludzi.
Moja propozycja jest taka: zróbmy porządek z konsulatem, a potem się zastanawiajmy co dalej.
Donald Tusk zauważa też: [Rzecznik] miałby artykułować oczekiwania polskiej grupy za granicą wobec Polski i jej władz. Powiem więcej: z tego też powinien być rozliczany przez polską diasporę... Brzmi to bardzo słodko, ale realność "rozliczania" jest bliska zeru. Kto ma rozliczać? Na jakiej podstawie? A tak w ogóle to kto ma niby go wybierać? Kolejny stołek dla przyjeciela premiera? Czy prezydenta? W każdym bądź razie, podróże do dowolnego zakątka świata - wliczone w posadę.
A poważniej - dlaczego nie wrócić do starego pomysłu mandatów sejmowych dla Polonii? Poseł sejmowy jest wybieralny i rozliczalny. Możliwości jego oddziaływania na scenie politycznej też są niemałe - prace w komisjach, interpelacje etc. Ma praktycznie zagwarantowany łatwy dostęp do mediów. Poponuję więc zrobić dwa albo trzy okręgi poza granicam kraju: jednomandatowe i bez wymaganego progu wyborczego . Dlaczego mam głosować na jakiegoś "faceta z Warszawy, który przyjechał z Trójmiasta"?
Odpowiedzi
Reszta nie jeździ, bo nie
Reszta nie jeździ, bo nie ma czasu:
"Nasz ukochany Edgar “peron i nie tylko” Gosiewski dwoi się i troi, by pokazać swojemu regionowi, jak bardzo oń dba. W swych staraniach posunął się nawet do tego, że w sobotę uroczyście otworzył zbiornik Wióry na rzece Świślinie. Wydaje się to na pozór czynnością nie budzącą zdziwienia, w końcu zbliżają się wybory. Jednak kawał polega na tym, że zbiornik ten został uroczyście otwarty po raz pierwszy 20 maja 2005 roku przez polityków SLD. Co zmieniło się w zbiorniku od 2005 roku? Przybyło wody. I tyle. A zbiornik budował PRL, a budowę kontynuowała III RP. Proponujemy panu premierowi kolejne obiekty nadające się do otwarcia w regionie: Jaskinię Raj, zamek w Chęcinach, zamek Krzyżtopór i neolityczne Krzemionki."
źr.: http://www.spieprzajdziadu.com/