Jest taki film Charlie Chaplina p.t. "Cyrk". Film kończy się sceną, gdzie po odjeździe cyrku zostają po nim kartony i skrzynki, a na nich siedzi zamyślony, smutny Tramp. I chyba podobnie jest dzisiejszego poranka, kiedy wyborczy cyrk A.D. 2007 pojechał. Został emigracyjny tramp, z jednej strony szczęśliwy, a z drugiej strony - zamyślony.
Wygrała Platforma Obywatelska, która była emigranckim faworytem, więc są powody do zadowolenia. Pozwolę sobie przypomnieć, co obiecywał Donald Tusk w sprawach bezpośrednio dotyczących emigracyjnego życia. Z mojego - bardzo cynicznego - punktu widzenia zaznaczę, że nie spodziewam się obiecanych zmian w działaniu konsulatu. A żeby było weselej konsulat wczoraj dostarczył kolejnego dowodu, że zmiany są potrzebne. Kto odstał swoje w kolejce - ten wie to z pewnością.
Podczas nocy (PO)wyborczej, pewien poseł PiSu potwierdził moją opinię na temat zainteresowania się emigracyjnymi wyborcami (wizyty, program "Powrót"). Tutaj nie chodziło o nasze (mizerne) głosy; tutaj chodziło o wysłanie do wyborców w Polsce sygnału, iż politycy martwią się emigracją i robią wszystko, aby rodziny były razem. I teraz wszyscy już wiemy, że polityka jest grą dla cyników.
Pojawiły się też wpisy, o dumie z Polaków, że tak dobrze wybrali. Może trzeba uknuć nowe hasło: "Dumny Polak po szkodzie". W tym roku do wyborów poszła rekordowa liczba rodaków. A ja się pytam, gdzie oni byli dwa lata temu? Do tegorocznych wyborów ruszył młody elektorat, który po prostu zignorował poprzednie wybory z hasłem: "I tak mój głos niczego nie zmieni". Może teraz się przekonają, że jednak ich głos coś znaczy i nie będziemy musieli przerabiać kolejnej IV Rzeczpospolitej (zwanej powszechnie kaczyzmem) za kilka lat, bo nie chciało się ruszyć czterech liter z kanapy.
Przy okazji polecam ciekawy felieton Grzegorza Małkiewicza z Nowego Czasu o sondażach i ankietach. Dorzuciłbym do niego, że mówienie znajomym o swoich wyborczych preferencjach powoduje czasem ostrą, acz jałową dyskusję, która prowadzi tylko do popsucia krwi. Z drugiej strony - powoduje czasem podejście - "a jeśli Ty głosujesz, jak ja bym zagłosował, to już nie muszę głosować". A tak niestety to nie działa. Więc ja nikomu nie mówię jak głosuję i na kogo powinno się głosować. Każdy ma swój rozum i swoją świadomość.
A na sam koniec - patrząc na gwiazdy kampanii wyborczej - sugestia dla Janusza Korwina-Mikke. To nie jest sprawiedliwe, że każdy głos liczy się tak samo. Przecież są ludzie mądrzejsi i głupsi, nikt nie chce, aby rządził przysłowiowy "głupi", a ludzie inteligentni są w stanie odróżnić jednych od drugich. Więc należy wprowadzić przymusowe badania na inteligencję wśród elektoratu i głosy byłyby ważone. Głos ludzi z wyższym ilorazem inteligencji liczył by się bardziej. Co pan na to? Moim zdaniem idealnie się wpisuje w program UPRu.
Odpowiedzi
Koniec IV Rzeczpospolitej
1. Prawdziwe sukcesy tych wyborów są narazie tylko dwa: że w Sejmie nie będzie Leppera, Giertycha & co, oraz że Jarosław Kaczyński nie będzie już sprawował niepodzielnej władzy. A że władzy ławo nie odda i nadal trzyma w garści niezły postaw sukna, to juz wiadomo z pomruków Lecha. Czy ktokolwiek w Polsce łudzi się, że decyzje prezydenta zapadają w pałacu prezydenckim?
2. Wielka radość panowała również wtedy, gdy odszedł znienawidzony Marian, gdy odszedł znienawidzony Miller itd, itp - my Polacy po prostu jesteśmy bardzo przywiązani do tradycji pospolitego ruszenia, bardzo bliski jest nam okrzyk "Na Szweda!". Politycy PO funkcjonują w sferze publicznej przynajmniej dobrych kilka, jeśli nie kilkanaście lat. Większość z nich była juz w sejmie, tyle że pod inną płachtą. Tylko wtedy, gdy PO wygra następne wybory (czyt.: nie skompromituje się w trakcie sprawowania władzy), będzie można mówić w Polsce o zmianach. Jak narazie takiej tradycji w Polsce nie ma...
Może i wszyscy wiemy, że polityka jest grą cyników - problem w tym, że większość szybko o tym zapomina.
Ja lubie konkrety w mysl
Ja lubie konkrety w mysl zasady 'po owocach ich czynow poznacie ich' - wiec czekam na obiecana (nie tylko na wiecu w przedwyborczej goraczce, ale rowniez np. w lutym 2006) Abolicje. Reszte kielbasy w tym smaku (wakacje podatkowe, dotowane kredyty) jak dla mnie moze pominac. A potem zobaczymy...
Co do Korwina - chyba jednak juz wymyslil - jednak w wersji takiej ze 'waga' bylaby wielkosc zaplaconego podatku. Sprytne, jako ze test IQ czy szerzej 'inteligencji' to nie jest jednak sprawa miarodajna (jedna z kwestii to np. co naprawde te testy mierza? inna rzecz - kwestia re-testu a efekt uczenia sie itp.)
podatki, a waga głosu
To wcale nie jest aż takie głupie. Posłowie nie płacą podatku od diet, więc nie mają prawa głosu :)
Gdy lewica dochodzi do władzy i zwiększyłaby podatki dla bogatych - oni w wyborach, mając większą siłę głosów - obalają lewicę. Gdy prawica dochodzi do władzy i podatki wyrównuje (poll tax) - głosy większości obalają prawicę. Ciekawe ile takich wahań zaliczyłaby demokracja zanim ustaliłaby sensowną wysokość podatków.