Wygląda na to, że sztuka dezinformacji powoli staje się powszechną domeną mediów. Niestety.
Magazyn Polityka Nr 37 z 15 września 2007, artykuł "Zmienić mopa na laptopa": Imigrantom opłaca się rodzić na Wyspach, bo noworodek automatycznie staje się obywatelem Królestwa. Rozumiem, że kłamstwo powtarzane wiele razy staje się prawdą, ale niestety w dziedzinie prawa to nie działa. Ile razy jeszcze przyjdzie mi prostować tę informację?!?
Bardzo spodobały mi się także pierwsze zdania: Burmistrz Londynu Ken Livingstone [...] powiedział, że ma nadzieję, iż niebawem Polacy zajmą tak samo ugruntowaną pozycję w brytyjskim społeczeństwie jaką dziś mają Irlandczycy lub Hindusi. Stawianie nam Hindusów za wzór jest w ustach burmistrza komplementem.
Tak, nie, być może. Po pierwsze ugruntowaną pozycję Irlandczycy mają w świadomości, ale już nie w społeczeństwie. Po prostu Irlandczyków już nie ma - wyjechali sobie do Irlandii. Jednym z ich londyńskich rejonów było Holloway i Archway, ale teraz kolejne irlandzkie puby się zamykają, a sami Irlandczycy wspominają stare dzieje z rozrzewnieniem. W kościele katolickim na Holloway Irlandczykiem jest ksiądz i dosłownie paru wiernych o spracowanych dłoniach. Irlandczyków "o ugruntowanej pozycji w brytyjskim społeczeństwie" łatwo można spotkać w nocnych autobusach albo przegubowcach. Z reguły są bardzo uprzejmi i tak samo bardzo pijani. I to jest właśnie przestroga dla Polaków - irlandzcy budowlańcy lubili pracować na czarno, pieniądze wysyłali rodzinom, a resztkówki przepijali. Niektórzy przepijali wszystko i nie mają teraz dokąd wrócić.
Co do Hindusów - inna jest sytuacja osób, które mają gdzie wrócić, a zupełnie inna osób, które muszą walczyć o swoje w nowym miejscu. [Na marginesie Ken Livingston nie raczył zauważyć, że miejscem jego przemówienia jest POSK - ośrodek zbudowany za pieniądze ludzi, którzy powoli przestawali wierzyć w powrót.] Hindusi nie chcą wracać, stąd ich determinacja. Oni chcą, aby ich dzieci zostały Wyspiarzami i aby ich wyrzeczenia i ciężka praca nie poszła na marne. Stąd duża ilość lekarzy, dentystów czy informatyków wśród Hindusów - niestety w dużej mierze nie z zainteresowania czy powołania, tylko z wyrachowania.
Więc ja nie życzę Polakom ani integracji typu irlandzkiego ani hinduskiego. Życzę Polakom integracji typu niemieckiego czy francuskiego - bądźcie świadomi i dumni z osiągnięć swoich nacji i posiadajcie miejsce, do którego zawsze można wrócić.
W kolejnym ustępie, autorka - Sylwia Chudak z Cooltury pisze: Nie można już naszych rodaków kojarzyć jedynie z dworcem Victoria i "ścianą płaczu", pod którą tłoczą się niezaradni bezrobotni. Szanowna Autorko - do 1 maja 2004 nikt nie kojarzył naszych rodaków z niezaradnymi bezrobotnymi. Natomiast, jeśli dla Ciebie i innych przybyłych po pierwszym maja, rodacy kojarzyli się jedynie z niezaradnymi bezrobotnymi, to składam najszczersze wyrazy współczucia. Śmiem także twierdzić, że koczowników z Victorii Green Line Station stworzyły właśnie media poprzez wykreowanie wizerunku "gór złota" dostępnych w zasięgu ręki. To się także nazywa dezinformacja, za którą niestety niektórzy zapłacili spaniem na kartonach.
Wracając do skojarzeń - samym londyńczykom nazwa "ściana płaczu" nic nie mówi, a hasło Hammersmith (miejsce ściany płaczu) przywołuje wspomnienia polskiego obiadu albo dystkoteki w "jakimś tam klubie", dobrze zjedli i dobrze się bawili. Na temat samych Polaków można usłyszeć, że ciężko pracują (przysłowiowe już hard worker) z poparciem w postaci historyjki o malarzu u siostry albo magazynierze u szwagra. Więc pisanie o jedynych skojarzeniach tylko pogłębia stereotypy. I no jeszcze na własny temat.
Na sam koniec, Polityka jest praktycznie jedynym tygodnikiem, który regularnie kupuję i cenię za poziom, ale nie mogę wyjść z podziwu, że zdecydowali się na publikację tego artykułu. Zapchaj-dziura, czy koniecznie trzeba było napisać coś z Wysp?