Halloween sprzyja pojawianiu się zombi. Nie będzie jednak mowy o wampirach, duchach i innych hallowinowych kreaturach.
Scena 1
Stacja początkowa kolejki DLR. Tłumek ludzi próbujący zająć miejsca gdzie "zatrzymają" się drzwi. Wśród nich wielu zaspanych, zaczytanych i zaklikanych. Pojawia się kolejka, poruszenie, jest, drzwi się otwierają. Leeecimyyy. Wśród lecących do zajęcia miejsc siedzących, dwóch dżentelmenów w garniturach a jak. Obaj trzymają swoje telefoniki mocno w ręce - zachowanie wynikłe z wielu lat ewolucji. Jeden gdzieś dzwoni, coś tłumaczy, widać, że mózg próbuje robić dwie rzeczy na raz: znaleźć miejsce siedzące i skupić się na problemie po drugiej stronie połączenia. Rozbiegany wzrok, niepewny krok. Na to wszystko pojawia się drugi zombi. Tym razem inna pozycja. Mocno ściśnięty telefon, klika chyba email, a może tylko SMS. Ten sam problem; CPU pod czupryną próbuje znaleźć miejsce a równocześnie nie odrywać się zbytnio od klikania. No i bach... Zderzenie dwóch zombi. Obaj nie bardzo wiedzą co się stało. Wtaczają się na miejsca, nieobecny wzrok staje się teraz jakby zastygnięty gdzieś w swoich myślach. Pociąg rusza...
Scena 2
Tym razem Jubilee line. Pani, którą mógłbym określić jako "(bardzo) zadbana mumuśka". Powiedzmy Pani w średnim wieku. Teraz muszę przeprosić wszystkie inne Panie, ale na początku nie podejrzewałem jej o posiadanie takiej fajnego i skomplikowanego telefonu. No i mnie zaskoczyła. Jeden z nowszych modeli Blackberry (copyright itd). Nie widziałem jeszcze nikogo kto tak szybko, sprawnie i w zasadzie z gracją klikał dwoma kciukami na raz na klawiaturce.
Problem pojawił się, gdy niektórzy ludzie chcieli przejść, zapomniałem bowiem dodać, że poza torebką "mamuśka" miała kilka pakunków z różnych zakupów. Trochę była niekomunikatywna, a tłok się z czasem zrobił dość poważny. Natomiast to co stało się za chwilę, muszę powiedzieć, że zaskoczyło chyba wszystkich. Otóż na kolejnej stacji do naszej zombi dotarła jakby przez mgłę nazwa owej stacji. Chwilę nic się nie działo i ... stało się. Zerwanie godne sportowca na olimpiadzie. Nie wiem do dziś jak, ale udało się jej pozbierać wszystkie pakunki, przedrzeć się przez spory tłumek, wysiąść, a to wszystko mając wciąż telefon przyrośnięty do łapki. Cuda panie...
Nie mam nic do gadżetów, sam mam ich kilka(naście?), ale zapamiętałem i wziąłem sobie do serca radę mojej znajomej która "wprowadzała" mnie w Londyn: telefon służy do dzwonienia a nie gadania, pokażesz, że masz fajny telefon na ulicy to ci go ukradną, albo jeszcze coś gorszego. Zombi chyba się tym nie przejmują.
Odpowiedzi
Zombie są ubezpieczone
Pewien mój znajomy jest słynny z gubienia czy niszczenia gadżetów. A ponieważ zawsze są ubezpieczone - nigdy się tym nie przejmuje. Nie wiem jak to do końca działa, ale zawsze dostaje nowy gadżet zastępujący ten zniszczony lub zgubiony.
ja też tak chce!
trzeba wyczaić jak to działa, bo brzmi to jak "usługa" stworzona dla mnie...