Dżungla prawdziwa...

Odwiedziła nas ostatnio koleżanka mojej żony - Kasia. Kasia to bardzo miła i nietypowa osóbka. Bardzo szczupła i niepozorna. Kasia cześć swoich pieniędzy oszczędzonych z pracy w UK przeznacza zawsze na wycieczki. Ale nie jakieś tam Madeiry czy inne Kanary. Ostatnio była Kasia w Afryce i poza wyjściem na Kilimandżaro (phi...) spędziła kilka dni na prawdziwym safari. Przewodnik prowadzący samochód powiedział grupie, że mieli dużo szczęścia, bo praktycznie zobaczyli wszystkie gatunki jakie można zobaczyć na tym safari.
Ja tez miałem szczęście, bo Kasia pokazała nam wspaniale zdjęcia, dołączając do tego kilka historii, które jak zawsze przytrafiają się w takich okolicznościach. Np. jak to zepsuł się im samochód w miejscu w którym akurat wylegiwały się lwy po (lub przed - tego nie sprawdzali) posiłkiem.
I tutaj ciekawostka - najwięcej ludzi zabitych na trasie safari nie zostało zjedzonych przez lwy, słonie, czy inne zwierzęta, które zacząłem wymieniać, kiedy zaczęliśmy o tym rozmawiać. Otóż najwięcej ludzi (tych co nie przestrzegali bezwzględnego zakazu wychodzenia z samochodu) zginęło rozerwanych przez... bawoły. Bawoły w momencie gdy czuja zagrożenie, rozrywają go na strzępy całym (duuuużym jak sawanna dłuuuga) stadem aż nie ma już zagrożenia (dosłownie i w przenośni).
I tutaj taka refleksja. Stacja metra. Platforma kolejki Central line w "sawannie" wschodniego Londynu. Niestety peron połączony jest z peronem pociągów jadacych zewsząd pod Londynem do stacji Liverpool. Idę sobie na swoje zwykle miejsce po stronie peronu Central line (to, że tam wsiadam zaoszczędza mi 38 sekund na stacji Holborn ;-). Kiedy jestem w ok 1/3 długości peronu obok podjeżdża pociąg skądś tam do Liverpool i z niego wysypuje sie stado bawołów chcących złapać połączenie z Central Line. Mierze sobie 188cm i ważę prawie 100kg, ale z bawołami jeszcze nikt nie wygrał. Ponoć tylko stado słoni ma szanse. Bawoły biegną dopóki się nie zatrzymają.
Zwykle zatrzymują się jak odjeżdża pociąg Centralki przyciąwszy wcześniej drzwiami tych mniej sprawnych co poobijali się od innej zwierzyny i na czas nie zajęli miejsca w pociągu. Trzeba to przeczekać, udając drzewo, najlepiej dąb, albo baobab, przepuścić jeszcze jedna kolejkę i wsiąść do takiej, gdzie bawołów jest już mało.
Podrożę kształcą, to rzecz pewna, opowieści podróżujących tez, jestem tego pewny...

PS. Szukam słoni do wspólnego przedzierania się przez bawoły na stacji....

A jakie biusty?

Czy bawoły ze Stratford mają duże biusty? Bo stado z Oxford Street ładnie się prezentuje w tej kwestii, więc być przygniecionym przez stado w metrze zapowiada się interesująco!